Maratony duże i małe – BMW Berlin Marathon

BMW BERLIN MARATHON

 Data – 29 września 2019r.               START, META – Tiergarten                                               

Informacje szczegółowe:    www.bmw-berlin-marathon.com

      Maraton w Berlinie należy do cyklu Abbot World Marathon Majors, czyli sześciu największych i najbardziej renomowanych maratonów na świecie. Do cyklu należą maratony w: Londynie, Tokyo, Berlinie, Chicago, Bostonie i Nowym Jorku.

Na tej stronie przybliżyliśmy już Londyn, Tokyo i Lizbonę.

Dzisiaj pora na Berlin. Tegoroczny maraton berliński będzie już 46 kolejnym. W tym czasie padło w Berlinie aż 10 rekordów świata, ostatni w ubiegłym roku.

Organizatorzy przygotowali się na około 44 000 uczestników, listy startowe są już zamknięte, sportowcy, którym udało się zapisać posiadają niezbędne informacje dotyczące Biura Zawodów, pakietów startowych, organizacji strefy startu/mety, godzin startu, transportu, etc.

 Zgodnie z zapowiedzią, poniżej przedstawiamy, informacje okołomaratonowe, tj. podróż, noclegi, komunikacja na miejscu, zwiedzanie….

Może zachęcimy kogoś do ubiegania się o uczestnictwo w tym maratonie w kolejnych latach. A może, w oparciu o nasze informacje, znajdą się chętni na wyjazd w celu kibicowania sportowcom i przeżycia tego fascynującego święta sportu.

PODRÓŻ

Optymalny czas pobytu to czwartek, 26.09 – poniedziałek, 30.09.2019r.

Proponujemy podróż koleją z Gdyni, lub własnym autem.

PKP Intercity

Gdynia Główna 7.09 – Berlin Hbf (Hauptbahnhof) 13.16

podróż powrotna

            Berlin Hbf 14.37 – Gdynia Główna 20.51

ceny biletów: klasa 1 – około 150 zł, klasa 2 – około 130 zł, za bilet w jedną stronę.

Dworzec Berlin Hauptbahnhof jest super nowoczesny i – podobno – największy na świecie. Warto go zobaczyć niezależnie od środka transportu, którym przybędziemy do Berlina.

Dworzec Berlin Hbf jest dużym węzłem komunikacyjnym, jest stąd łatwo dojechać w pobliże wybranego hotelu.

Transport własny

            trasa przez Koszalin i Szczecin – około 475 km

            trasa autostradami: A1 do Zgierza i dalej A2 do zachodniej granicy – około 620 km,

ale prawdopodobny czas przejazdu każdą z nich będzie zbliżony.

Ewentualna podróż samolotem

easyJet

            Gdańsk 16.45 – Berlin Tegel 18.00

Podróż powrotna – niestety we wtorek 01.10.2019r. (loty są tylko we wtorki, czwartki i soboty)

            Berlin Tegel 6.00 – Gdańsk 7.05

Biorąc pod uwagę czas na odprawę lotniskową, a po przylocie czas na odbiór bagażu, wydaje się, że podróż koleją będzie korzystniejsza. Cenowo – prawdopodobnie porównywalna.

Port Lotniczy Berlin Tegel leży w granicach administracyjnych miasta – strefa B komunikacji publicznej – i jest obsługiwany przez autobusy miejskie: linie109, 128, X9 i TXL.

W przypadku zakwaterowania na terenie dawnego Berlina Wschodniego (o czym pod hasłem NOCLEGI), najbardziej odpowiedni będzie kursujący co kilkanaście minut autobus TXL, ponieważ jego trasa przebiega obok dworca kolejowego Berlin Hbf, Bramy Brandenburskiej i dobiega do Alexanderplatz.

KOMUNIKACJA MIEJSKA

Berlin ma znakomicie rozwiniętą komunikację miejską, w tym sieć metra U-Bahn – 9 linii i szybkiej kolei miejskiej S-Bahn – 10 linii, które często mają wspólne stacje, a także autobusową i tramwajową.

Wydaje się, że najkorzystniejszym biletem będzie Tageskarte, czyli bilet jednodniowy za 7€, ważny od pierwszego skasowania do godziny 3.00 po północy, w obrębie granic administracyjnych miasta na całą komunikację.

Bilet 1-przejazdowy, ważny przez 2 godziny kosztuje 2,80€; są jeszcze bilety 4-ro przejazdowe.

Automaty biletowe posiadają również informacje w języku polskim.

NOCLEGI

Ze względu na usytuowanie strefy startu/mety w parku Tiergarten, warto zapewnić sobie noclegi w pobliżu.

Proponuję teren dawnego Berlina Wschodniego, gdzie jest ogromna ilość hoteli, na każdą kieszeń i na każde wymagania dotyczące komfortu.

Są hotele 3-gwiazdkowe z cenami około 350 zł za noc w pokoju 2-osobowym. Jest wiele hoteli 4-gwiazdkowych, z cenami 450-500 zł i są 5-gwiadkowe, np. Hilton Hotel, gdzie za nocleg trzeba zapłacić ponad 600 zł, ale jest także Ritz-Carlton za ponad 900 zł i – tuż przy Bramie Brandenburskiej – Hotel Adlon z ceną prawie 1.200 zł.

Szeroki wachlarz i bardzo duży wybór.

Zakwaterowanie we wschodniej części miasta, poza bliskością strefy startu/mety maratonu, będzie korzystne ze względu na łatwość dojazdu: własnym autem – najbliżej polskiej granicy, a w przypadku podróży koleją – ponieważ dworzec Berlin Hbf jest usytuowany na północno-wschodnim krańcu Tiergarten, czyli tuż przy dawnej linii podziału miasta i jest dobrze skomunikowany ze wschodnimi dzielnicami Berlina.

ZWIEDZANIE           

Berlin, ze względu na swoją historię, jest miastem wyjątkowym. Tu narodził się nazizm i tu komunizm spowodował rozerwanie organizmu miejskiego na dwie części, przedzielone murem. Zjednoczony, obecnie, Berlin o tym pamięta i się ze swojej historii rozlicza. Chcąc poznać Berlin, to – oprócz zwiedzania praktykowanego w innych miastach – należy odbyć skróconą lekcję historii najnowszej.

Proponuję rozłożyć ją na etapy, aby nabyta wiedza lepiej się utrwaliła.

I, jak zawsze, postulat podstawowy:

Warto jest mieć przy sobie mapę miasta lub mały przewodnik!!!

 W dniu przyjazdu

Tradycyjnie już, proponuję rozejrzeć się po strefie startu/mety maratonu, sprawdzić możliwości dojazdu do nich, patrząc na trasę biegu – wybrać miejsce dogodne dla dopingowania zawodników.

Strefa startu/mety będzie się znajdowała na dwupasmowej ulicy, przecinającej park Tiergarten ze wschodu na zachód. Start będzie bliżej Kolumny Zwycięstwa, a meta – kawałek za Bramą Brandenburską. Na terenie parku biegacze będą się poruszali ze wschodu na zachód.

Następnie:

Brama Brandenburska (Brandenburger Tor) – główne wejście do Tiergarten ze wschodu i, dokładnie, 42-gi kilometr maratonu.

Brama powstała w drugiej połowie XVIIIw., jako jedna z bram w murach otaczających miasto. W czasach podziału na Berlin Wschodni i Zachodni była niedostępna, gdyż znajdowała się wewnątrz pasa granicznego.

Skręcając za Bramą w prawo, po kilkudziesięciu metrach, pokaże się Reischtag, czyli siedziba władz III Rzeszy Niemieckiej. Obecnie budynek stanowi siedzibę Bundestagu, jednej z izb niemieckiego parlamentu. Budynek wieńczy charakterystyczna szklana kopuła z tarasem widokowym i kawiarnią. 

Proponuję wrócić do Bramy Brandenburskiej i ulicą Ebertstr pójść na południe. Za kawałek, po lewej stronie, ukaże się spory teren z posadowionymi na nim wieloma, różnej wielkości, kamiennymi prostopadłościanami. Jest to Pomnik Pamięci Europejskich Żydów (Denkmal für die ermordeten Juden Europas) pomordowanych w czasie II-giej wojny światowej, którego „wyraz” architektoniczny przypomina rzeczywiste cmentarze żydowskie, jakie można zobaczyć w Izraelu. Widok tego Pomnika robi wrażenie.

Za Pomnikiem, w lewo odchodzi ulica Hannah Arendt Str, przechodząca dalej w Französische Str. Tą ulicą dochodzi się do miejsca, gdzie po prawej stronie, wśród zielonych drzew widać wieżę kościelną, zwieńczoną kopułą. Jest to Plac Żandarmerii (Gendarmentmarkt); warto na niego wejść i stanąć w centralnym punkcie. Za plecami jest zabudowa pierzei ulicy Markgrafenstr, na wprost przepiękna fasada budynku Berlińskiej Sali Koncertowej (Konzerthaus Berlin), a przed nim pomnik przedstawiający kobiece alegorie Muz. Na skrajach placu: po lewej Katerda Niemiecka (Deutscher Dom) i po prawej Katedra Francuska (Französischer Dom). Obie świątynie są bliźniaczo do siebie podobne. Całość stanowi wspaniałe założenie architektoniczne, zaś plac zdecydowanie jest wart obejrzenia. Jeżeli będzie już wieczór, artystyczne oświetlenie wszystkich obiektów, jeszcze spotęguje doznania oglądającego.

Na dzisiaj wystarczy. Kolacja i powrót do hotelu.

Pierwsza część lekcji historii najnowszej to: Brama Brandenburska, Reischtag i Pomnik Pomordowanych Żydów – zaliczona.

W piątek

Sugeruję Kościół Pamięci i Berlińskie Akwarium – to od rana. Natomiast po obiedzie będzie kontynuacja wycieczki rozpoczętej poprzedniego dnia.

Zatem:

Metrem U2, którego trasa biegnie m.in. przez Alexanderplatz i Potsdamer Platz do stacji  Berlin Zoologischer Garten.

Stąd autobus 100 lub 200 do przystanku Breitscheidplatz.

Na tym placu znajduje się wstrząsająca budowla Kościół Pamięci Cesarza Wilhelma i kościół Pomnik Pokoju (Kaiser-Wilhelm-Gedächtnis-Kirche). Kościół Pamięci stanowi   zrujnowana w wyniku bombardowań w 1943r. wieża kościoła, zachowana, ku pamięci, jako ruina. Po wojnie obudowana kilkoma nowoczesnymi obiektami sakralnymi, łączącymi w sobie symbole wielu religii chrześcijańskich, jako Pomnik Pokoju. Koniecznie trzeba to zobaczyć.

Po tej kolejnej części lekcji historii, należy przejść kawałek ulicą Budapester Str do Olof-Palme-Platz, przy którym jest wejście do Akwarium Berlińskiego (Aquarium Berlin), gdzie można zobaczyć nie tylko ryby i inne morskie stworzenia jak skorupiaki, meduzy, czy koralowce, ale także płazy, gady, owady i pająki. Akwarium jest częścią Berlińskiego Ogrodu Zoologicznego, którego tereny znajdują się na południowo-zachodnim krańcu parku Tiergarten.

Akwarium jest czynne codziennie w godzinach 9-18, bilety w cenie 15,50€, czas zwiedzania to około 2 godzin.

Po wyjściu z Akwarium, żeby się nie powtarzać, proponuję pójść na wprost w ulicę Nürnberger Str do skrzyżowania z Tauentzienstr, skręcić w lewo do stacji metra Wittenbergplatz i linią U3 oraz U6 wrócić do punktu wyjścia. Najlepiej wysiąść na stacji Französische Straße. Pora na obiad i odpoczynek.

Kontynuacja wycieczki z poprzedniego dnia:

Początek przy stacji metra Französische Straße. Ulicą Friedrichstr na północ do skrzyżowania z aleją Unter der Linden i w prawo. Mijając po drodze konny pomnik Fryderyka Wielkiego dochodzi się do zabytkowego mostu Schlossbrücke. Most prowadzi na wyspę na rzece Szprewa, nazywaną wyspą muzeów, ponieważ jest ich na niej kilka.

Po lewej na wprost stoi majestatyczna XIX-wieczna Katedra Berlińska (Berliner Dom), z organami z 7 tys. piszczałek, grobowcami królewskimi i kopułą widokową. Z pewnością warta zobaczenia.

Katedra jest otwarta w godzinach 9-20, bilet 7€.

Po przejściu, kolejnym mostem, na „stały ląd”, po lewej widać hotel Radisson Blu Berlin. W lobby tego hotelu mieści się nie lada atrakcja, czyli AquaDom & Sea Life. Jest to największe na świecie cylindryczne akwarium z wodą morską znajdujące się w lobby hotelu. Akwarium z 1mln litrów wody oraz z 1500 ryb spośród 97 gatunków jest posadowione na 9-cio metrowym fundamencie i ma wysokość 16 metrów oraz 11,5 metra średnicy. Wewnątrz cylindra znajduje się przeszklona winda dla odwiedzających SeaLife. Na przeciwko cylindra znajdują się tradycyjne windy dla gości hotelu z których można skorzystać bezpłatnie.

AquaDom można oglądać codziennie w godzinach 10-19, bilety w cenie 15-20€.

Za hotelem Radisson Blu, po przeciwnej stronie, znajduje się ogromny Alexanderplatz. Plac stanowi węzeł komunikacyjny dla wschodniego Berlina. Na placu stoi, widoczna z każdej części miasta, Wieża Telewizyjna (Berliner Fernsehturn) mierząca 365m wysokości. Na wysokości około 200m jest okrągła, przeszklona i obrotowa restauracja oraz tarasy widokowe.

Wjazd na górę codziennie w godzinach 9-24, bilety w cenie 16,50€.

Oprócz tej atrakcji, na placu Aleksandra znajduje się Kościół Mariacki (St. Marienkirche), fontanna Neptuna (Neptubrunnen) oraz Zegar czasu światowego Urania (Urania-Weltzietuhr), który pokazuje jednocześnie aktualny czas we wszystkich 24 strefach czasowych świata.

Myślę, że na tym zwiedzanie można zakończyć. Jeszcze tylko kolacja i spoczynek.

 W sobotę

W przeddzień maratonu, biegacze raczej powinni się zrelaksować, i nie forsować się intensywnym zwiedzaniem miasta.

Ale mała wycieczka będzie jak najbardziej odpowiednia, mam na myśli ostatnią część lekcji historii.

Linią U6 do stacji Kochstraße. Na wprost, na środku ulicy Friedrichstr znajduje się bardzo znane – obecnie już historyczne – przejście graniczne pomiędzy NRD a Berlinem Zachodnim, czyli Checkpoint Charlie. Przejście od strony zachodniej należało do aliantów zachodnich (USA, Francja i Wielka Brytania). W 2 lata po zburzeniu muru berlińskiego, armia Stanów Zjednoczonych oficjalnie opuściła przejście graniczne Checkpoint Charlie. W budynku po Amerykanach znajduje się Muzeum Muru Berlińskiego (Mauremuseum) oraz rekonstrukcja punktu kontroli granicznej.

Muzeum jest czynne codziennie w godzinach 9-22, bilety w cenie 14,50€.

Na wysokości Checkpoint Charlie należy skręcić w lewo w Zimmerstr. i pójść tą ulicą aż do skrzyżowania z Wilhemsstr. Po lewej stronie będzie spory teren z zachowanymi fragmentami Muru Berlińskiego (Berliner Maurer), ale przede wszystkim jest tu muzeum Topografia Terroru (Topographie des Terrors). Muzeum powstało na terenie, na którym w latach 1933 – 1945 mieściły się siedziby najważniejszych instytucji hitlerowskiego terroru: Biuro Tajnej Policji, dowództwo SS Rzeszy, Służba Bezpieczeństwa (SD) oraz Główny Urząd Bezpieczeństwa Rzeszy. Muzeum dokumentuje powstanie i rozwój nazizmu w Niemczech, instytucje terroru, ich działanie na terenie Rzeszy Niemieckiej i w krajach okupowanych, koniec wojny i okres powojenny. W muzeum są dostępne Audio-Przewodniki w języku polskim – czas trwania 60 min.

Muzeum jest czynne codziennie w godzinach 10-20, wstęp wolny.

Uważam, że warto, a nawet należy oba te muzea odwiedzić i pewne fakty z historii, nie tak odległej – sobie przyswoić. Choćby w charakterze przestrogi, że nasza wolność ma swoją, wysoką cenę. I, że nie jest dana raz na zawsze.

Tyle moich propozycji na dzisiaj.

Obiad i czas wolny.

Dla osób wierzących. Nie jest łatwo znaleźć w Berlinie, w niezbyt dużej odległości od miejsca zakwaterowania, kościół katolicki, w którym odprawiana jest Msza św. w sobotę wieczorem –  również z powodu prowadzonych remontów w świątyniach. Jednak znalazłam:

Metrem U6 należy zjechać do stacji Mehringdamm (kier. Alt-Mariendorf), przesiąść się na U7 i dojechać do Südstern (kier. Rudow),

lub U8 z Alexanderplatz do Hermannplatz (kier. Hermannstraße), przesiąść się na U7 i dojechać do Südstern (kier. Rathaus Spandau).

Przy samej stacji Südstern znajduje się duża świątynia z szarego kamienia, z wysokimi wieżami, ale to jest kościół ewangelicki.

Do katolickiego trzeba kawałek podejść. Należy skierować się na południe, przejść przez skrzyżowanie pozostawiając ten ewangelicki po swojej prawej stronie i wejść w ulicę Lilienthalstr. Za około 100m ukaże się po lewej stronie świątynia w kolorze piaskowca, z okazałym wejściem, rozetą nad nim i strzelistą wieżą. Jest to Bazylika św. Jana w Berlinie (St. Johannes Basilika) i w soboty o godzinie 18 odprawia się w niej Msza św. w języku polskim – ot, dodatkowa zachęta.

Okazały budynek przed bazyliką, to Nuncjatura Apostolska w Niemczech, czyli „Ambasada Watykanu”, a po przeciwnej stronie ulicy knajpka o nazwie Mały Książę – polska knajpka.

DLA AMATORÓW ŁĄCZENIA BIEGANIA ZE ZWIEDZANIEM

Jeśli macie ochotę zostać w Berlinie trochę dłużej, mamy następującą propozycję:

 MUZEA – trzeba pamiętać, że muzea są zamknięte w poniedziałki.

Wyspa Muzeów (Museumsinsel) znajduje się w samym centrum Berlina na wyspie na rzece Szprewa. To jeden z najsłynniejszych kompleksów muzealnych ze zbiorami archeologicznymi. Unikatowość Wyspy Muzeów sprawiła, że kompleks został wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

Wspomniałam o tej Wyspie powyżej, pisząc o Katedrze Berlińskiej, która też się na niej znajduje. Na Wyspie są następujące muzea:

Muzeum im. Bodego (Bode-Museum). Można tu podziwiać dzieła malarskie m.in. Verocchia, Berniniego, Donatella, zbiory sztuki bizantyjskiej, ekspozycję rzeźb z kości słoniowej pochodzących z XVII i XVIII wieku. Ciekawy jest też dział ze zbiorami numizmatycznymi, gdzie zobaczymy monety nawet z VII wieku p.n.e.

Muzeum Pergamońskie (Pergamonmuseum). W środku znajduje się Wielki Ołtarz Zeusa oraz imponująca brama Isztar. Są to oczywiście rekonstrukcje. Muzeum podzielone jest na trzy główne części, w których mieszczą się tematycznie różne ekspozycje: Zbiory Sztuki Starożytnej, Muzeum Azji Mniejszej i Muzeum Sztuki Islamskiej. 

Nowe Muzeum (Neues Museum). W muzeum znajdują się przykłady sztuki egipskiej oraz archeologiczne zbiory z czasów prehistorycznych, starożytnych oraz z epoki wczesnego średniowiecza. Muzeum słynie z popiersia Nefretete – egipskiej królowej – pochodzącego z 1340 roku p.n.e.

Stara Galeria Narodowa (Alte Nationalgalerie). W muzeum oglądać można dzieła malarstwa i rzeźby z XIXw., przy czym na każdym piętrze ekspozycja poświęcona jest innemu stylowi artystycznemu: pierwsze piętro to dzieła reprezentujące nurt naturalizmu i Jugendstillu oraz rzeźby klasycystyczne, drugie piętro to ekspozycja dzieł sztuki realizmu i impresjonizmu i trzecie piętro to dzieła reprezentujące romantyzm oraz klasycyzm,

Stare Muzeum (Altes Museum).  Dla zwiedzających udostępniono dwa piętra budynku, gdzie znajdują się dzieła sztuki staroegipskiej oraz obszerne kolekcje rzeźb rzymskich, greckich i etruskich.

Bilet łączony do wszystkich muzeów kosztuje 18€.

Muzeum Historii Naturalnej (Museum für Naturkunde) przy Invalidenstr (na północ od Bramy Brandenburskiej). Muzeum jest czynne w godzinach 10-18, bilet 8€.

Można do niego dojechać tramwajem M5, który m.in. przejeżdża przez Alexanderplatz.

Warto, w drodze do Muzeum, zrobić sobie przerwę, wysiadając przy Oranienburgstr, gdzie znajduje się Nowa Synagoga (Stiftung Neue Synagoge Berlin-Centrum Judaicum). Obiekt wyróżnia się wśród sąsiadujących budynków specyficzną architekturą. Synagogę i Muzeum przy niej można zwiedzać. Warto wcześniej sprawdzić, czy w danym dniu będzie udostępniona dla turystów.

 ATRAKCJE

Na południowo-zachodnim przedmieściu Berlina, w dzielnicy Dahlem, znajduje się Ogród Botaniczny (Botanischer Garten), przy którym jest również Muzeum Botaniczne (Botanische Museum)

„Cały świat w jednym ogrodzie“ („Die Welt in einem Garten“) – taki pomysł miał dyrektor, Adolf Engler, gdy na przełomie XIX i XX wieku zlecił założenie Ogrodu Botanicznego w Dahlem. Obecnie Ogród zajmuje 43 ha i prezentuje ponad 20 000 gatunków roślin, dzięki czemu należy do największych i najbardziej znaczących ogrodów botanicznych świata. Mieści również 15 szklarni, udostępnionych dla zwiedzających, z których największa – zbudowana w 1907r. Wielka Szklarnia Roślin Tropikalnych – została odremontowana w 2010r.

Ogród jest czynny codziennie w godzinach 9-19, bilet wstępu 6€.

Jak dojechać:

Metrem U6 należy zjechać do stacji Hallesches Tor (kier. Alt-Mariendorf) i przesiadka na U3 do stacji Dahlem-Dorf (kier. Krumme Lanke). Przy stacji jest przystanek autobusowy, autobusem X83 do Königin-Luise-Platz/Botanischer Garten (kier. Lichtenrade, Nahariyastr.)

Powrót tą samą drogą, ale warto z metra U6 wysiąść na stacji Wittenbergplatz. Tuż obok znajduje się Kaufhaus des Westens (słynny KaDeWe) – luksusowy dom towarowy, jeden z największych w Europie, oddany do użytku w 1907r. Można w nim zrobić zakupy, można też zjeść.

 

Przy Leipziger Platz znajduje się ogromne centrum handlowe Mall of Berlin, które warto odwiedzić po zmroku, aby ucieszyć oczy przepięknym, artystycznym oświetleniem.

Z Leipziger Platz, od zachodu, graniczy Potsdamer Platz, zrujnowany podczas wojny, został odbudowany dopiero po zjednoczeniu Niemiec. Bardzo nowoczesny, z wysokimi budynkami o dość futurystycznej architekturze. Na zachodnim jego skraju jest Sony Center: obiekt o wielorakich funkcjach, biznesowych, biurowych, kulturalnych. Sony Center jest miejscem, w którym odbywa się Berliński Festiwal Filmowy. Również to miejsce warto odwiedzić po zmroku, ze względu na super oświetlenie.

JEDZENIE

W Berlinie jest całe mnóstwo restauracji, barów i kawiarni serwujących kuchnię z wszystkich stron świata i na każdą kieszeń. Z całą pewnością nie da się być głodnym.

Na granicy pomiędzy Leipziger Platz i Potsdamer Platz, u zbiegu ulic Ebertstr i Voßstr jest lokal Amrit serwujący kuchnię indyjską, podobno wyśmienitą.

 Na południe od Gendarmenmarkt i Katedry Niemieckiej, przy ulicy Charlottenstr znajduje się Rausch Schokoladenhaus, co można przetłumaczyć na Czekoladowy Zawrót Głowy, a w którym można skosztować przepyszną czekoladę, cukierki, praliny; napić się gorącej lub zimnej czekolady i zrobić słodkie zakupy.

ZAKUPY

Symbolem Berlina jest niedźwiedź, stojący na tylnych łapach, który występuje w niezliczonej ilości pamiątek z Berlina. Z tego powodu nagrodami na filmowym Berlinale są właśnie statuetki niedźwiedzia.

 

W materiale posługiwałam się niemieckimi nazwami obiektów, ulic, placów, z myślą o osobach, które poruszać się będą po Berlinie własnym lub wypożyczonym autem. Chyba łatwiej będzie korzystać z nawigacji.

W internecie można znaleźć bardzo dużo wypożyczalni samochodów, rozsianych po całym mieście – ceny za dzień w granicach od 170 do 300zł.

UDANEGO POBYTU I ZNAKOMITEGO WYNIKU SPORTOWEGO!

Informacje szczegółowe, zawarte w tekście powyżej, są zaktualizowane na dzień jego sporządzenia, tj. 12 lipca 2019r.

 Pomysłodawca cyklu : Karol Zalewski, właściciel JAtrenuje

Tekst przygotowała: Małgorzata Zalewska

Berlin, półmaraton i JA – wspomnienia Wioletty

Pamiętam, kiedy jeszcze nie biegałam i mało sport mnie interesował, miałam okazję uczestniczyć w półmaratonie berlińskim jako kibic. Impreza swoim rozmachem i atmosferą mnie oczarowała i pomyślałam sobie wtedy, czy ja kiedyś mogłabym tu pobiec… jednak jeszcze długo po tej myśli nic tego nie zapowiadało… Okazuje się jednak, że nie ma w życiu rzeczy niemożliwych.

Jak do tego doszło? W październiku biegłam w towarzystwie Jarka Willmy (mój kuzyn, który biega już 40 lat, więc chętnie korzystam z Jego doświadczenia) półmaraton w Gdańsku i podczas tego startu Jarek powiedział, że jak zrobię czas 1:58’, to jedziemy w kwietniu do Berlina na taki sam dystans. To była moja „marchewka”, zrobiłam to, a ostatnie metry wyobrażałam sobie, jak biegnę w Berlinie, chociaż był to bruk Gdańska. W głowie cały czas miałam muzykę, która towarzyszy berlińskiej imprezie, wyobrażałam sobie te tłumy kibiców i miałam przed oczami biegaczy podskakujących w gotowości do startu.

Nadszedł w końcu czas na zapisanie się na bieg…. ten pierwszy poza granicą kraju, w naiwności swojej wydawało mi się, ze to tylko chwila i już się znajdę na liście ….hmmm, jednak okazało się, że to nie jest takie proste – najpierw formularz, który trzeba było dokładnie wypełnić wszystkimi danymi … a potem cały zestaw pytań odnośnie zdrowia – nie pamiętam, ile ich było, ale dużo…. weryfikacja i po kilkunastu minutach dostałam kod, który to był kluczem do wpisania się na listę startową, opłata z dodatkowymi gadżetami 100€ i jest! 46050 to mój numer startowy!

A potem już 6 miesięcy oczekiwania, ale nie odpoczywałam w tym czasie, o nie! …. treningi …. treningi….. i jeszcze raz treningi. Świetnie dopracowany przez Trenera plan treningowy dawał mi poczucie, że nie może się nie udać i muszę mieć jakiś cel (poprawienie czasu z Gdańska) – to mnie podkręca. Jednak najbardziej byłam nastawiona na super imprezę …w towarzystwie oczywiście prywatnego prowadzącego, którym miał być po raz kolejny Jarek. Ostatni trening przed wyjazdem to wskazówki trenera i motywacja. Podróż była wyjazdem rodzinnym i przyjacielskim. Mam coś takiego, że nie lubię na wyjazdowych startach być na ostatnią chwilę, więc już w piątek byliśmy na miejscu. Hotel Berlin to była nasza miejscówka, bardzo dobrze zlokalizowany, jakieś 2 km od startu, wielce przyjazny biegaczom, więc nie można chcieć więcej. Berlin nocą jest piękny, więc nie omieszkaliśmy popatrzeć na niego… czuć już było atmosferę imprezy… zawsze, kiedy przyjeżdżałam tu kibicować, miałam poczucie, że Berlin tym żyje…, że ludzie przygotowują się bardzo do takich imprez ….

Rano wraz z moją przyjaciółka, która z Hamburga przyjechała nam kibicować, jedziemy odebrać pakiet startowy, a na miejscu tłumy ludzi, wszystko wydaje się gigantyczne – banery, informacje kierujące do odpowiednich miejsc i sektorów, tłum uśmiechniętych i pochłoniętych atmosferą ludzi. Przed odbiorem numeru czeka nas jeszcze EXPO, czyli mnóstwo ubrań, butów i gadżetów biegowych do kupienia, przebijamy się przez kilka hal, aż wreszcie docieramy do miejsc, gdzie wydają pakiety startowe i tu musimy się rozdzielić, bo do odpowiedniego stanowiska mogę podejść już sama. Potem krótka weryfikacja i pakiet w dłoni.

Czułam, jak oblewa mnie fala ekscytacji i emocji- jeszcze tylko przygotowanie rzeczy na start (zawsze ze 20 razy sprawdzam, czy niczego nie zapomniałam) i ostatnia noc przed startem. Tym razem już tak łatwo nie jest…Przewracam się z boku na bok i wydaje mi się, że nie śpię, zegarek wskazuje godzinę za godzina, a ja mam wrażenie, że jeszcze nie zasnęłam. Poranek startowy – śniadanie (zawsze ten sam zestaw przed biegiem, żeby nie było niespodzianek), SMS od znajomych z życzeniami powodzenia, czuję motyle w brzuchu z powodu tremy i ekscytacji. Odbieram jeszcze wiadomość od Trenera, z której zaczynam podejrzewać ze jest gdzieś w Berlinie, ale myślę, że to wyobraźnia płata mi figla, że to niemożliwe. Jednak okazało się za chwilę, że przeczucie mnie nie myliło i Karol z Magdą i Oliwią są na trasie biegu! Emocje, które mi towarzyszyły w tym dniu były nieustannie wymalowane na mojej twarzy …. łzy na zmianę ze śmiechem.

W hotelu spotykamy się z Jarkiem i ruszamy powoli na start, mamy jakieś 2 godziny. Podążamy oczywiście za ludźmi, a ulice zaczynają pustoszeć ze zwyczajowego ruchu, a zapełniać się kibicami i startującymi, uśmiechnięci panowie ze służb pilnujących wskazują drogę, informują, gdzie i w która stronę się kierować. Docieramy na miejsce, piękny park, w tle Brama Brandenburska, tłumy ludzi. kilka fotek, bramki, przez które mogą tylko wejść biegacze, kontrola (nic oprócz butelki z wodą nie można wnieść), wszystko dobrze oznakowane, więc od razu kierujemy się do swojej strefy, mała rozgrzewka, wchodzimy w tłum oczekujących na start ludzi…. dookoła różne narodowości. Ludzie uśmiechają się do siebie i przybijają sobie piątki. Muzyka, która pamiętam sprzed lat i myśl, że kiedyś stałam po drugiej stronie, a teraz wśród biegaczy, powoduje, że mam ciarki na całym ciele. Wreszcie odliczanie, pierwsza fala rusza i sprawnie po kolei każda następna. Ruszamy i my. Szybko z tłumu kibiców dało się słyszeć nasze imiona – NASI nie zawiedli i teraz już nogi niosą!

Każdy kilometr pokonujemy zgodnie z planem, kibicujący przekazują nam niesamowitą energię, nasi kibice pojawiają się na trasie w różnych miejscach, co przyprawia skrzydła. Ostanie kilometry biegu nie są już łatwe, przynajmniej nie dla mnie, co prawda daję z siebie wszystko i w końcu docieramy do METY. Emocje sięgają zenitu. Kurtyna!
Tak, jestem pewna, że to nie jest ostatni w tym miejscu start…
A kto wie, czy ten kolejny nie będzie na królewskim dystansie…

Autor: Wioletta Mączkowska

 

W Berlinie, górach, czy nad morzem – majowe bieganie Athletic Team

Czas na kolejną relację z naszym teamowych zmagań sportowych. Zaczyna się poetycko, choć rymem częstochowskim i nie wiem, czy zachęci to Was to dalszej lektury, ale uwierzcie, że warto. Poznacie nasze majowe przygody, spojrzycie na sport z perspektywy tych, dla których jest on amatorską codziennością, sposobem na życie, zdrowie, spędzanie czasu…

A zatem:

Był kiedyś taki dzień przed laty, w którym Wioletta Mączkowska miała okazję stanąć na trasie półmaratonu berlińskiego jako kibic. Wtedy przemknęła Jej przez głowę myśl, że to Ona biegnie, ale od razu uznała to za niemożliwe. Wtedy jeszcze sport Ją zupełnie nie interesował… i tej wiosny… stanęła na trasie w Berlinie z numerem 46050 jako jedna z tysięcy biegaczy! Towarzyszył jej Kuzyn, Jarek, który nie pierwszy już raz biegł z Wiolettą, motywując Ją do kolejnych osiągnięć i celów. Sam biega już ponad 40 lat, więc doświadczenie ma ogromne, a dla innych bezcenne.

Wiola lubi kontemplować starty, poznać miejsce, pokręcić się nieco po okolicy, poczuć klimat i atmosferę, dlatego w Berlinie wraz z całą rodziną była już dzień wcześniej. W dniu startu emocje dominowały – euforia na przemian z motylami w brzuchu zwiastującymi startową tremę. Atmosfera biegu berlińskiego pochłonęła Ją bez reszty, zachwycona była ludźmi, którzy z uśmiechami na twarzy kibicowali startującym na całej trasie półmaratonu. Mam również nadzieję, że mała niespodzianka, czyli zachowana do końca w tajemnicy obecność moja, Magdy i Oliwki na trasie biegu, była dla Wioletty miłym urozmaiceniem startu. Tak czy inaczej Brama Brandenburska, która była metą biegu, stała się dla Wioletty miejscem wielkiej radości nie tylko z powodu poprawienia czasu na dystansie 21 km, ale również chwilą złożenia sobie obietnicy, że start w Berlinie nie jest Jej ostatnim. Kto to wie, może kolejny będzie na dystansie królewskim??? Swoimi subiektywnymi doświadczeniami z biegu Wiola podzieli się z Wami w oddzielnym wpisie, który niniejszym zapowiadam. Czekamy. A póki co, wielkie gratulacje, Wiolka!!! Trzymam kciuki za kolejne sukcesy!

Wings for Life, który odbywał się w Poznaniu to kolejne majowe wyzwanie Wioletty, która na trasie tego wyjątkowego biegu przebiegła 17 km, zanim dogonił Ją Adam Małysz. W ten sposób Wiolka poprawiła zeszłoroczny dystans tego biegu o 6 km i pobiegła po raz kolejny dla tych, którzy biec nie mogą! Szacunek! 

Wioletta wybrała się z Edytą, swoją przyjaciółką, na X Bieg Papiernika do Kwidzyna, aby poprowadzić ją przez trasę. Okazała się doskonałym pacemakerem, wykazującym się wielką empatią, zrozumieniem, ale również nieustępliwością i zdolnościami motywującymi. Wiem, Wioletto, że biegałaś po wodę, aby przyjaciółka nie musiała gubić rytmu, dbałaś o o czas, pilnowałaś tempa, słuchałaś, ale też kontrolowałaś całość. Jestem z Ciebie dumny!!! Świetna robota, biegłaś przecież nie na swój czas, ale Edyty i to w trudnych warunkach pogodowych, zrobiłaś to z uśmiechem i radością, co przełożyło się na ostateczny wynik biegu. Brawo Ty!!!

Agata Pielachowska w majowe dni zbierała energię podczas wyjazdu rowerowo-turystycznego na szykujące się w kalendarzu starty. Odpoczynek – ten aktywny – to najlepsze, co można zrobić przed każdymi zawodami. Wspaniałe widoki zawsze koją duszę i dodają nowej, pozytywnej energii ciału. Przyznajcie, że patrząc na zdjęcie, można poczuć spokój i zachwycić się sielskością aktywnego wypoczynku Agaty… Jednak już po powrocie nadszedł dzień startu, tym razem w kolejnej odsłonie Grand Prix Gdyni Biegu Europejskim, gdzie Agata wywalczyła na trasie wytyczonej na terenie lotniska w Kosakowie czas 59:03 na dystansie 10 km. Brawo Agato! Przed Tobą lipcowy  TriCity Trail i 47 km w kolejnych zmaganiach sportowych  na terenie urokliwego Trójmiejskiego Parku Krajobrazowego. Czekamy na ten ultra bieg. Powodzenia w przygotowaniach!

 

Edyta Karpiusz, podobnie jak Agata, postanowiła zmierzyć się z 10 km trasą na lotnisku. Poprawiła swój wynik o ponad 4 minuty (od lutego), co uznać należy za spory progres. Edyta biega od września zeszłego roku, zatem mam nadzieję, iż każde kolejne starty przyniosą kolejne osobiste rekordy, bo jak wiadomo, początkujący w tej materii zawsze ma nieco łatwiej. Tak czy inaczej, bieg po lotnisku okazał się dla Niej ciekawym doświadczeniem, bowiem jak mówiła, sznureczki biegaczy widziane po horyzont robią niesamowite wrażenie, ale jednocześnie napawają pewnym niepokojem – czy dobiegnę tak daleko? O rany! Jaki jeszcze dystans mnie czeka? Czy to aby na pewno „tylko” 10 km???? itp. rzeczywiście, na ulicach miasta, czy chociażby po leśnych ostępach bieganie nie powoduje takiej gigantomanii w wyobraźni, tam po prostu zawodnicy szybko znikają z pola widzenia, a trasa meandruje pomiędzy budynkami, czy zróżnicowanymi elementami krajobrazu. Kibicowałem Dziewczynom na lotnisku i potwierdzam, że perspektywa w takim terenie, który jest absolutnie otwarty, płaski i pobawiony jakichkolwiek wyraźnych punktów odniesienia jest, delikatnie mówiąc, absorbująca…

Edyta wzięła też udział w X Kwidzyńskim Biegu Papiernika, w którym jako Jej pacemaker biegła Wioletta Mączkowska. Plan był taki, aby Wiola poprowadziła Edytę tak, by udało się poprawić wynik z poprzedniego tygodnia z Gdyni. Udało się? A jakże mogło być inaczej, skoro to Wioletta biegła obok. Trasa była trudna, sporo podbiegów, rond, zakrętów i przede wszystkim ściana deszczu, a na drogach kałuże po kostki. Jednak Dziewczyny dały radę! Kolejny czas na 10 km pomniejszony o ponad 1 minutę. Wioletta była świetna jako prowadzący, Edyta posłuszna jako prowadzona i sukces jest! Poza tym Dziewczyny miały razem fajny dzień, a to i w sporcie i w przyjaźni liczy się najbardziej. Gratulacje!

 

Agnieszka Sychowska VII Carrera solidaria de la Policia Local de Alicante… brzmi nieźle, prawda? To bieg, w którym w maju wzięła udział Aga i jak można, nawet bez znajomości hiszpańskiego, wywnioskować to zawody organizowane przez policję w Alicante. Aga pokonała w nich 8 km w cudownych okolicznościach przyrody hiszpańskiej, jakże odmiennych niż te, które możemy kontemplować na co dzień w naszej pięknej Polsce. Również temperatura nieco odbiegała od tego, co mamy w maju tego roku w północnej Europie, bowiem upał w czasie startu zdecydowanie wpływał na stan ciała i umysłu Agi. A jeśli do tego dołożymy również ból gardła, zatem samopoczucie lekko poniżej normy u naszej dzielnej Zawodniczki, mamy bieg trudny, przekraczający kolejne granice w biegowym doświadczeniu Agnieszki. Pomyślicie, że się poddała, że nie dała rady? Nic z tego! Co prawda czas nie był taki, na jaki jako Trener liczyłem, ale okoliczności to absolutnie usprawiedliwiają. Jednak 11. miejsce w kategorii wiekowej,  a 21. wśród kobiet (93 startujące) to wynik satysfakcjonujący obie strony J Aga, która nie raz i nie dwa dowiodła, że jest prawdziwą wojowniczką, tym razem również pokonała słabość i po 5. kilometrze, gdy złapała drugi oddech, zaczęła wyprzedzać tych, którzy „śmieli być” przed Nią J To się nazywa duch walki! Brawo Aga, teraz przed Tobą kolejny cel – przesunięcie życiowego rekordu na 5 km. Wiem, że Twój głód biegania, pokonywania kolejnych granic jest wielki, zatem ze spokojem czekamy na Twoje kolejne fantastyczne starty!

Beata Zwolińska wiosenne klimaty rozpoczęła od startu w duathlonie w Rumi i zdobyła Mistrzostwo Polski w swojej kategorii wiekowej. WOW!!! Wyczyn, prawda? Nie każdy może się poszczycić takim tytułem! Beata może, zatem cóż można powiedzieć więcej? Gratulować, podziwiać, życzyć kolejnych sukcesów. Beato, jesteś fantastyczna!

 

Powiedzieć, że Iza Samson trenuje formę, to powiedzieć za mało.  Godziny spędzone na treningach w wodzie, na trasach biegowych i rowerowych to oczywiście prolog to kolejnych startów triathlonowych Izy. Sezon rozpoczęty z przytupem, a jego kontynuacja zapowiada się fascynująco, więc jestem przekonany o tym, że relacje ze sportowych zmagań Izy będziemy śledzić wszyscy z zapartym tchem. Izo, powodzenia!

Karolina Pawełczak– sport i życie przenikają się nieustannie, tak również jest u Karoliny, która w ostatnich tygodniach doświadcza wyjątkowych zmian w swoim życiu. Co najważniejsze, zmian jak najbardziej pozytywnych – została dyplomowaną pielęgniarką, czego gratuluję; poza tym Jej życie osobiste jest pełne radości i szczęścia, co uskrzydla. Co prawda wszystkie te życiowe milowe kroki nie pozwalają w pełni skupić się na treningach, ale najważniejsze aby chwytać szczęście zgodnie z epikurejską zasadą carpe diem. Mimo to w majowy weekend Karolina wystartowała na 5 km w Biegu Kobiet w Gdyni i to z wielkim sukcesem, bowiem nie można nazwać inaczej wyniku, który pozwolił stanąć na najwyższym stopniu pudła. Świetny bieg, potwierdzający, że stan ducha pozwala na zdobywanie szczytów! Oby tak dalej. Zatem, Karolino, życzę Ci szczęścia wszelakiego, dziękuję za wspólne treningi i pamiętaj, iż w Athletic Team jest zawsze miejsce dla Ciebie. Powodzenia!

 

Szaleństwo biegu po ostępach górskich i leśnych ścieżek to domena Konrada Wyganowskiego i naszego trenera boksu, Ziemowita Bernatowskiego. Jak mówi Konrad: „W lesie łatwo się ukryć. Górki, pagórki, leśne dukty, gęstwina drzew pozwalają na pozostanie z samym sobą na trasie, dają szansę na złapanie dystansu wobec samego siebie, kontemplowanie chwili”. Podkreślić należy, że to chwile niełatwe. Wyobrażacie sobie bieg w takich niełatwych, chociaż pięknych okolicznościach przyrody przez prawie 100 km????? Wyczyn, prawda? Podjęli się go Konrad i Ziemowit w biegu 100 miles of Beskid Wyspowy. Obaj Sportowcy są dowodem na to, iż Mistrzowie mogą więcej – stąd ich imponujący wynik – Konrad na 92 km trasie z przewyższeniami ok. 3800 m zajął 3. miejsce open, Ziemowit 5. open i 3. w kategorii wiekowej. Podziw dla Was, Panowie!

           Beskid Wyspowy to nie tylko fantastyczne miejsce biegowe, wymagające, ale elektryzujące ze względu na swoje wyjątkowe piękno i urok, to również raj stworzony do wypoczynku. Dlatego Konrad wybrał się tam razem ze swoją Rodziną, która nie tylko zagrzewała Go do walki na trasie, witała owacjami na mecie, ale przede wszystkim korzystała z niewątpliwych uroków miejsca. Nie bez znaczenia taka chwila oddechu od codzienności i rzeczywistości miasta była dla Córki Konrada, która ładowała akumulatory przed egzaminem dojrzałości. Chyba nie mogli wymyślić nic lepszego – wspólny rodzinny wypad, który resetował ciała i umysły. Trzymam kciuki za wyniki matury!

           

Konrad i Ziemowit czas spędzali na przyjacielskich pogawędkach u zaprzyjaźnionych właścicieli  „Winnicy Spisz”, a nazwa zobowiązuje, więc raczeni byli lokalnymi trunkami, co jednak jak na sportowców przystało było jedynie marginalnym elementem pobytu J. Przede wszystkim Panowie aklimatyzowali się chociażby wybierając się na Sokolicę w Pieninach, czy regenerując  w Gorącym Potoku w Szaflarach, gdzie termalne źródła ukoiły ciała i dusze. Mieli też okazję kibicować mi podczas startu pierwszego dnia zawodów, co było dla mnie wspaniałym bonusem od losu. Drugiego dnia czekała ich pobudka o 4 rano i ku zaskoczeniu i wbrew wcześniejszym zapowiedziom – ładna pogoda. Konrad większość trasy pokonał samotnie i wydawało się, że nie utraci 3. miejsca, na którym utrzymywał się właściwie od samego początku wyścigu. Nawet pogoń, w jaką ruszył za Nim miejscowy, znający doskonale teren, góral, czy chwilowe zagubienie trasy, a także bieg pod górę Mogielnicę (1170 mnpm) nie zachwiały ostatecznie zajmowaną lokatą. Ponadto dla Konrada bieg ten był powrotem w rodzinne strony, bowiem wychowywał się zaledwie ok. 5 km od miejsca startu, gdzie do dzisiaj mieszkają dziadkowie i część rodziny. Zatem jako dzieciak Konrad zdobywał okoliczne szczyty w czasie zabaw z kuzynostwem. Można więc uznać, że nie był to Jego debiut w Beskidzie Wyspowym 😉

 

            Zupełnie inny charakter miały zawody na dystansie 13 km w Myślenicach, w których wystartował Kamil Szeleżyński – Garmin Ultra Race. To nowa lokalizacja dla tego cyklicznego wyścigu, która urzeka cudownymi krajobrazami i mocą atrakcji, a wiosna jest tam przepiękna. To małopolskie miasto położone pomiędzy Krakowem a Zakopanem samo w sobie jest daje dużo możliwości aktywnego spędzania czasu, a dla Kamila ma atut dodatkowy – uczestnictwo w zawodach myśleniwieckich było okazją do odwiedzenia rodzinnych stron przyszłej Żony Kamila. Sport i życie osobiste bardzo często idą w parze, co burzy stereotypy o absolutnym dysonansie pomiędzy tymi sferami życia. Athletic Team dowodzi, że można sport uprawiać rodzinnie, a jeśli nie uprawiać, to korzystać z możliwości, jakie sport daje, aby więzy rodzinne pogłębiać i wzmacniać. Dlatego podkreślam zawsze znaczenie wspólnych wyjazdów startowych, treningów, rodzinnego kibicowania i spędzania czasu. To przecież w życiu jest najważniejsze. Nie bez znaczenia w wyścigu Garmin Ultra Race jest fakt, iż Kamil zajął 1. miejsce w kategorii wiekowej. Taki bonus 😉

 

Michał Rusak w ostatnich dniach pochwalić się może świetnym wynikiem w Park Run na 5 km, bowiem złamał barierę 20 minut na tym dystansie po kilku latach prób. Świetny wyczyn, tym bardziej, że Michał szykował się w tym samym czasie nie tylko na zmagania sportowe, ale również realizował planowane manewry chirurgiczne. Życiowy rekord na 5 km pozwolił Mu na spokojny sen na stole operacyjnym J Brawo Michał za niezłomność, hart ducha i pozytywną energię!

 

Piotr Bohucki  zaplanował majówkę w doborowym towarzystwie, bowiem spędził ją aktywnie w gronie rodzinnym, szlifując jednocześnie formę na przyszłe starty wraz z Darkiem Wyganowskim, z którym stanęli w parze na trasie Biegu Parami ze Świetlikami. Nazwa nie myli, biegowi przyświecały świetliki, które jak wiemy, aktywne są jedynie po zmierzchu i właśnie w takich wyjątkowych okolicznościach Panowie ruszyli na trasę ponad 15 km w Redzie. Latarki czołowe zawodników mogły rzeczywiście kreować wrażenie setek świetlików tworzących uroczy i wyjątkowy obraz biegowy. Brawa dla Was, Panowie!

 Piotr Biankowski – kariera sportowa Piotra to nieustające pasmo sukcesów i nie jest to żaden truizm. To prawda najprawdziwsza, możecie przekonać się o tym, zaglądając na stronę internetową Piotra, gdzie znajdziecie najnowsze relacje oraz informacje z charytatywnej działalności Piotra. Dla tych wszystkich, którzy Piotra znają i dla tych, którzy chcieliby poznać sylwetkę tego ekstremalnego sportowca i wyjątkowego człowieka już rzut oka na stronę da wyobrażenie o ogromie osiągnięć i działań. Piotrze, podziwiamy i kibicujemy nieustannie!

 

Nasza grupa bokserska rośnie w siłę, przybywa nam coraz to nowych miłośników boksu, który jest doskonałym sposobem na rozładowanie stresu i kształtowanie ciała i ducha. Zapraszamy na zajęcia, przekonajcie się sami, a nie będziecie potrafili już wyobrazić sobie tygodnia bez tego sportu.

 

Teraz ja… JAtrenuje przede wszystkim trenuje właśnie, ale i startuje. Chociaż ambiwalencja co do ostatniego startu w moim umyśle jest znaczna. Z jednej strony dołączyłem jako trzeci muszkieter do Ziemowita i Konrada w imprezie 100 miles of Beskid Wyspowy, biegnąc innego dnia co prawda i na innym dystansie (66 km), zdobyłem ostatecznie 3 miejsce w kategorii open. Z drugiej jednak strony okupiłem to kontuzjami, które w sposób istotny, niestety destrukcyjny, wpłynęły na moją codzienność treningową oraz przesunięcie startów triathlonowych. Tak czasem niestety bywa, szczególnie w odniesieniu do startów ultra… Tak czy inaczej impreza była świetna, pogody co prawda wystarczyło w czasie biegu tylko na 2 godziny, potem już tylko lało, ale niewątpliwie rekompensowały brak słońca piękne krajobrazy gminy Łącko, gdzie sady jabłoniowe mijane na trasie tworzyły naprawdę wspaniałą scenerię. Poza tym ogromne wsparcie ze strony moich najbliższych (Mamy, Pana Piotra, Magdy) oraz przyjaciół (Konrada i Jego żony, Izy, syna Maksa, a także Ziemowita), którzy dzielnie kibicowali na trasie i czekali na mecie, dało mi ostatecznie motywację do walki i uskrzydlało na niełatwej trasie. Dziękuję Wam za to!

Trenujemy, startujemy i dzięki temu życie jest znośne, a czasem nawet piękne!

 

 

  

Martony duże i małe – Lisboa

MARATONY ZAGRANICZNE – DUŻE I MAŁE

EDP MARATONA DE LISBOA 

       Data – 20 października 2019r.             START – Av. da República, Cascais

                                                                       META – Praca do Comércio, Lisbon

Informacje szczegółowe:    www.maratonaclubedeportugal.com/edp-maratona-de-lisboa/

 Wg międzynarodowych mediów, takich jak Forbes Magazine czy American Express trasa tego maratonu jest jedną z najpiękniejszych tras maratońskich na świecie. W 100% wiedzie wzdłuż wybrzeża, najpierw atlantyckiego, a później ujścia rzeki Tag do Atlantyku, zapewniając biegaczom unikatowe widoki.

 Zgodnie z zapowiedzią, poniżej przedstawiamy, informacje okołomaratonowe, tj. podróż, noclegi, komunikacja na miejscu, zwiedzanie….

 PODRÓŻ

Optymalny okres to 17.10 – 21.10.2019r.

Niestety z Gdańska nie ma bezpośrednich lotów do Lizbony.

Najbliżej będzie z Warszawy.

 RYANAIR       Warszawa Modlin 12.20                    Lisbon 15.30

                        Powrót                                    Lisbon 16.40               Warszawa Modlin 21.35

PKP                Gdynia Główna 4.55                          Modlin 8.29

                        Powrót                                               Modlin 6.34                 Gdynia Główna 9.46

Względnie własnym samochodem

TAP                Warszawa Chopin 15.15                    Lisbon 18.20

                        Powrót                                                Lisbon 9.20                 Warszawa Chopin 14.15

PKP                Gdynia Główna 8.21                          Warszawa Zachodnia 11.59

                        Powrót                                                Warszawa Zach.16.00            Gdynia 19.49 

                                                                                             

Warszawa Zachodnia łączy się z Portem Lotniczym Chopina trzema liniami kolejowymi: SKM linie S2 i S3 oraz Koleje Mazowieckie KM

 

KOMUNIKACJA w Lizbonie www.metrolisboa.pt, www.carris.pt  

Po Lizbonie najwygodniej poruszać się metrem. Są 4 linie: żółta Am, zielona Vd, niebieska Az
i czerwona Vm.

Bilet jednorazowy na metro, autobusy i tramwaje kosztuje 1,50€ i jest ważny przez 60 minut od skasowania. W tym czasie można zmieniać środek transportu.

Z Portem Lotniczym sąsiaduje Aeroporto – początkowa stacja metra Vm (linia czerwona). Przed wejściem na perony są automaty biletowe oraz kasy. Warto kupić kilka biletów.

 PAKIETY STARTOWE będą wydawane w dniach 17, 18 i 19 października 2019r. w godzinach 10.00- 20.00 w Pavilhăo Altice Arena, Sala Tejo, przy ulicy Rossio dos Olivais.

Altice Arena znajduje się w Parku Narodów tuż przy stacji kolejowej Oriente, w pobliżu Portu Lotniczego, ale dość daleko od centrum Lizbony.

Wobec czego najprościej będzie, po przylocie, podjechać metrem Vm trzy przystanki do Oriente. Po wyjściu na powierzchnię będzie widoczne duże centrum handlowe Vasco da Gama. Należy przejść przez to Centrum na jego drugą stronę, po wyjściu na ulicę ukaże się okrągła budowla z dachem w kształcie latającego spodka, to jest właśnie Altice Arena.

 NOCLEGI

Ponieważ linia startu maratonu znajduje się w miejscowości Cascais, oddalonej od Lizbony o około 40 km – dojazd pociągiem podmiejskim lub autobusem – a sam maraton startuje o godzinie 8.00, wydaje się zasadnym zdecydować się na noclegi w samym Cascais lub w pobliżu, np. w Estoril.

Są to przepiękne miejscowości wypoczynkowe, z plażami, więc różnorodnych miejsc noclegowych jest wiele, w różnych cenach.

Jest tam również mnóstwo knajpek.

Jeśli wybierzecie taką opcję, to po pobraniu pakietów startowych proponuję wrócić na stację Oriente i metrem Vm podjechać sześć przystanków do stacji Alameda (kierunek S. Sebastiăo), następnie przesiąść się na linię zieloną Vd i pojechać do Cais do Sodré (przystanek końcowy).

Cais do Sodre, to również stacja początkowa Linha de Cascais, kolei podmiejskiej do Cascais, są tu kasy i automaty biletowe. Pociągi jeżdżą co 12-20 minut, bilet do Cascais kosztuje 2,25€.

 ZWIEDZANIE                       

W dniu przyjazdu nie będzie już zbyt wiele czasu do wieczora, wobec czego – po zakwaterowaniu –  warto się rozejrzeć za jakąś knajpką, w której można zjeść kolację, zorientować się, czy są w pobliżu sklepy z żywnością oraz, ewentualnie, „przećwiczyć” dojście/dojazd na linię startu, można to również zostawić na sobotę.

 W piątek – Lizbona

Zawsze warto jest mieć przy sobie mapę Lizbony lub mały przewodnik.

Pociągiem podmiejskim należy dojechać do stacji Belem.

Obok stacji jest Museu Nacional dos Coches – Narodowe Muzeum Powozów, a w nim mnóstwo karet, i innych powozów, to dla zainteresowanych tą tematyką. Muzeum jest czynne w godzinach 10.00-18.00, bilet 8€.

Ja proponuję cofnąć się o około 500m. Po lewej stronie, tuż przy nabrzeżu znajduje się jedna z atrakcji Lizbony, czyli Padrăo dos Descobrimentos – Pomnik Odkrywców, upamiętniający wszystkich, którzy przyczynili się do wielkich odkryć geograficznych i budowy morskiej,
i kolonialnej potęgi Portugalii. U stóp pomnika umieszczona jest mapa świata, na której zaznaczono wszystkie zdobycze terytorialne Portugalii.

Obowiązkowo, w dzielnicy Belem, należy zwiedzić Mosterio dos Jerónimos – Klasztor Hieronimitów, zabytek klasy światowej wpisany na listę UNESCO. Jest to jeden z największych zabytków Portugalii, z czasów jej świetności. Przykład bogato zdobionego stylu manuelińskiego. Wejście do kościoła jest bezpłatne, natomiast warto wysupłać 10€, aby wejść na wewnętrzny dziedziniec z przepięknymi piętrowymi krużgankami. Klasztor jest czynny
w godzinach 10.00-17.30.

Klasztor jest na wysokości Pomnika Odkrywców, w głębi lądu, za pięknym parkiem.

Po ulicy przed klasztorem jeździ tramwaj 15E. Należy nim pojechać do końca trasy, tj. do Praça (plac) da Figueira, w samym centrum Lizbony. Stąd pieszy spacer po centrum.

Czymś co wyróżnia Lizbonę na tle innych miast są fantazyjne nawierzchnie ulic i placów, układane
z małych kolorowych kostek brukowych, a także elewacje wielu budynków wyłożone, głównie niebieskimi, kafelkami, które tutaj nazywają się azulejos.

Lizbona leży na wzgórzach i, często, ulice pokazane na mapie są ciągiem schodów w górę lub w dół. Trzeba mieć kondycję. W kilku miejscach schody zastępuje wagonik szynowy, działający jak kolejka górska. Te wagoniki tutaj nazywane są windami i są atrakcją dla turystów, zaś dla mieszkańców – jednym z wielu środków komunikacji publicznej.

Propozycja spaceru: z Praça da Figueira na niemal sąsiadujący Praça do Rossio, który przechodzi w kierunku północnym na Praça dos Restauradores.  Na górnym krańcu tego placu, po lewej stronie jest wejście w uliczkę Calçada da Glória. Tam właśnie zaczyna swój bieg jedna z wyżej opisanych wind Elevador da Glória. Bilet kosztuje 1,50€, warto poznać tę lizbońską atrakcję. Na górze po prawej jest mały park, a w nim jeden z wielu tarasów widokowych z panoramą miasta. Natomiast na lewo od górnego przystanku windy jest Igreja de Săo Roque – kościół św. Rocha z XVIw. Warto go odwiedzić, ze względu na piękne, bogato zdobione wnętrze. Najciekawsza jest kaplica św. Jana Chrzciciela wykonana w Rzymie
z drogocennych kamieni i przywieziona do Lizbony we fragmentach, trzema statkami.

Następnie ulicą Rua da Misericóordia idziemy w dół aż do miejsca, gdzie po prawej jest okrągły placyk z dużym pomnikiem na środku. Skręcamy w lewo w Largo do Chiado. Dochodzimy tą ulicą do wejścia do metra. Tutaj zaczyna się pieszy pasaż, Rua Garrett, którym idziemy dalej aż do końca i skręcamy w lewo w Rua do Carmo. Już z tego miejsca widoczna jest wysoko nad ulicą i domami stalowa konstrukcja, rodzaj przejścia. Jest to górny pasaż windy Elevador de Santa Justa. To kolejna, unikalna, atrakcja turystyczna Lizbony, zbudowana przez ucznia inżyniera Eiffla, stąd jej konstrukcja przypomina konstrukcję Wieży Eiffla w Paryżu. Z Rua do Carmo wchodzi się do podstawy windy. Zawsze są kolejki chętnych. Bilet w górę i w dół kosztuje 5,30€.

Zostawiając front Santa Justa za plecami, wchodzimy w uliczkę Rua de Santa Justa, aż do skrzyżowania z klimatyczną Rua Augusta. Skręcamy w prawo i schodzimy w kierunku rzeki Tag. Na horyzoncie widać zamykający tę ulicę łuk, Arco de Rua Augusta.

Dochodzimy do skrzyżowania z Rua da Conceiçăo (ulica torami tramwajowymi), skręcamy
w lewo i idziemy wzdłuż linii tramwajowej. Za kawałek, po lewej stronie spotykamy mały placyk z kilkoma dużymi drzewami, a przy placyku Igreja de Santo António de Lisboa, kościół św. Antoniego Lizbońskiego. To ten sam Antoni, którego my nazywamy Padewskim. Okazuje się, że w Padwie spędził tylko kilkanaście ostatnich miesięcy życia, ale urodził się, mieszkał
i działał w Lizbonie. Jest ulubionym i największym świętym Lizbończyków, a jego odpust
w czerwcu jest wielkim świętem całego miasta z paradami i zabawami ulicznymi, które trwają ponad tydzień. Kościółek został zbudowany na miejscu domu, w którym urodził się Antoni.

Zaraz za kościołem widzimy monumentalny fronton Se de Lisboa, czyli Katedry, zbudowanej w stylu romańskim w połowie XIIw. Na miejscu meczetu, zaraz po wygnaniu Arabów, którzy przez kilkaset lat tutaj rządzili. Katedra jest jednym z najważniejszych zabytków Lizbony.
Z zewnątrz bardzo jest trudno ogarnąć jej ogrom, gdyż jest „wciśnięta” pomiędzy dwie uliczki.

Przed katedrą jest przystanek tramwaju nr 28, trzeba pojechać w górę 3 przystanki do Largo das Portas do Sol. Znajdziemy tam ciąg tarasów widokowych z szeroką panoramą Tagu, okolicznych budowli i terenów. Poniżej zobaczymy także dachy najstarszej dzielnicy Lizbony, Alfama. Alfamę zbudowali Arabowie, widać specyficzny układ ulic, ich pozorny brak uporządkowania. Uliczki są wąskie, kręte, strome, często ślepe (kończą się ścianą budynku), łączą się schodami bądź pochylniami. To był arabski styl, tak zbudowane miasto było nie do zdobycia przez obcego najeźdźcy.

Tramwajem 28 wracamy na Rua da Conceiçăo, w pobliże skrzyżowania z Rua Augusta
i idziemy do Arco de Rua Augusta. Za nim rozpościera się ogromny plac Praça do Comércio, na którym będzie linia mety maratonu.

Patrząc na Tag, skręcamy w prawo i idziemy do stacji Cais do Sodré, skąd pociągiem wracamy do hotelu.

Vis á vis stacji znajduje się, czynny do godziny 20.00, Mercado da Ribeira – hale targowe
z dużą częścią gastronomiczną. Przed powrotem do domu można tam zjeść kolację.

W sobotę

W przeddzień biegu raczej należy się zrelaksować. Ale gdyby udało się Wam wynająć samochód, proponuję wycieczkę wzdłuż wybrzeża atlantyckiego, czyli na zachód, aż do przylądka Cabo Raso.

Postrzępione skaliste wybrzeże Oceanu Atlantyckiego, wzburzone fale, latarnia morska
i oszałamiające widoki; to warto zobaczyć.

Dla osób wierzących. W Cascais, Estoril i w pozostałych miejscowościach na drodze do Lizbony są katolickie kościoły parafialne, w których, z całą pewnością, sprawowane są Msze św. w sobotnie wieczory. Można to sobie wcześniej sprawdzić lub zapytać w hotelu.

 

DLA AMATORÓW ŁĄCZENIA BIEGANIA ZE ZWIEDZANIEM

Jeśli macie ochotę zostać w Lizbonie trochę dłużej, mamy następującą propozycję:

 MUZEA

Museu Calouste Gulbenkianprezentuje kolekcję zebraną przez Calouste Gulbenkiana – ormiańskiego potentata naftowego. W muzeum – otoczonym pięknym ogrodem – znajduje się unikatowa kolekcja sztuki orientalnej i arabskiej oraz ciekawe centrum sztuki współczesnej.

Czynne codziennie oprócz wtorku w godzinach 10.00 – 18.00, bilety po 10€.

Dojeżdża się metrem linia niebieska Az do stacji Praça de Espanha.

 Museu Nacional de Arte Antiga – najważniejsze muzeum w Portugalii. Ma w swoich zbiorach bezcenne dzieła sztuki portugalskiej i obcej: obrazy, rzeźby, przedmioty sztuki dekoracyjnej
i tkaniny.

Czynne codziennie oprócz poniedziałku w godzinach 10.00 – 18.00, bilety po 6€.

Dojazd autobusem 714 z Praca Figueira lub 727 ze stacji Belem do przystanku Rua Janelas Verdas.

Museu Nacional do Azulejo – moim zdaniem najciekawsze, bo wyjątkowe, nie tylko 
w Lizbonie. Muzeum urządzone w pięknym zespole klasztornym, gdzie można obejrzeć przepiękne płytki, rozwój ich produkcji i wzornictwa na przestrzeni wieków.

Czynne codziennie oprócz poniedziałku w godzinach 10.00 – 18.00, bilety po 5€.

Dojazd autobusem 794 z Praça dos Restauradores lub 728 ze stacji Cais do Sodre do przystanku Av. Infante Henrique / Ponte de Xabregas.

 ATRAKCJE

Oceanário de Lisboanajwiększy tego typu obiekt w Europie, oddany do użytku w 1998r. Kolejne akwaria pozwalają poznać ekosystemy Atlantyku, Pacyfiku, Oceanu Indyjskiego
i Antarktydy.

Czynne w godzinach 10.00 – 19.00, bilety po 16€.

Dojazd metrem linia czerwona Vm do stacji Oriente (kierunek Aeroporto) i dalej autobusem 728 z Est. Oriente do Oceanario Lisboa (3 przystanki, kierunek Restelo).

Fado być w Lizbonie i fado nie usłyszeć……Fado to melancholijna pieśń, wykonywana przez jednego wokalistę przy akompaniamencie dwóch gitar. Nazywane jest czasami portugalskim bluesem. Wykonywane jest w klubach, głównie w dzielnicy Alfama. Trzeba przed wyjazdem poszperać w internecie i, ewentualnie, zarezerwować wejściówki.

 JEDZENIE

Bacalhau (solony dorsz) jest miłością Portugalczyków – podawany na tysiąc sposobów, koniecznie trzeba spróbować.

Sardinhas (sardynki) – w duecie z dorszem to ulubione i najbardziej tradycyjne lizbońskie danie. Historia sardynek w Portugalii sięga jeszcze czasów rzymskich.

Arroz Marisco (ryż z owocami morza) – danie popisowe.

Pasteis de nata – przepyszne babeczki z kremem, tutejsza specjalność

 ZAKUPY

Wino, głównie porto i sardynki w puszkach.

UDANEGO POBYTU I ZNAKOMITEGO WYNIKU SPORTOWEGO!

Informacje szczegółowe, zawarte w tekście powyżej, są zaktualizowane na dzień jego sporządzenia, tj. 05 kwietnia 2019r.

 Pomysłodawcą serii jest Karol Zalewski, właściciel JAtrenuje;

Autor tekstu: Małgorzata Zalewska

 

Wiosenne biegowe przygody Teamowe

Wiosna… długo wyczekiwana, wypatrywana przez spragnionych słońca nadeszła wreszcie, chociaż stawia nieśmiałe kroki. Z ekipą Athletic Team jest nieco inaczej – my przemy do przodu, stawiamy czasem kroki milowe, nie ustajemy w drodze do celu, czując rozpoczynający się nowy sezon. Dla niektórych z nas starty już się rozpoczęły, inni oczekują z niecierpliwością na swoje pierwsze tegoroczne rywalizacje, jeszcze inni wkraczają w wiosenną aurę  z nową mocą i workiem pomysłów na sportową codzienność. Poznajcie nasze ostatnie przygody i nasze najbliższe plany:

Konrad Wyganowskiprzytupem rozpoczął wiosenne zmagania biegowe, startując w Festiwalu Leśnym w Gdyni w biegu na 42 km. „Nadmorskie góry” witomińskich lasów pozwalają na prawdziwie przełajowy charakter biegu – zbiegi i podbiegi, leśne ścieżki, kręte dukty i wyjątkowa atmosfera leśnego współzawodnictwa to warunki idealne do tego, aby Konrad wykazał się swoimi możliwościami. 3. miejsce w kategorii open mówi samo za siebie. GRATULACJE!

 

Piotr Bohucki to kolejny zawodnik na starcie Biegu Leśnego Gdynia 2019; kolejny miłośnik przełaju, trudów biegów leśnych. Dla Piotra dystans 21 km był tym, który pozwolił Mu na sprawdzenie formy i możliwości u progu nowego sezonu. Przede wszystkim jednak był to DOBRY START!

 

Nasz Trener boksu, Ziemowit Bernatowicz, postanowił przywitać wiosnę w iście wiosennym stylu – biegnąc  na 42 km w Biegu Leśnym. Wynik? 1. miejsce w kategorii wiekowej!!! To się nazywa wszechstronność!

 

 

Karolina Pawełczak jest doskonałym przykładem na to, że współczesny świat to jedna globalna wioska. Biegać bowiem można wszędzie, co udowodniła już wielokrotnie. Nie ma większego znaczenia, czy to kaszubskie ścieżki, czy szwedzkie ostępy lub ucywilizowane trasy biegowe. Wybór serca, wybór tras, wybór zawodów. Czasem zmiany planów startowych wydają się uciążliwe, ale ostatecznie jednak okazują się ciekawym sposobem na rozwijanie swoich biegowych umiejętności, zdobywanie nowych doświadczeń i przede wszystkim odnalezienie równowagi. Najważniejsze, aby do przodu i z uśmiechem na ustach oraz szczęściem w duszy!

 

Agata Pielachowska ostro trenuje, orientując się w meandrach biegu na orientację. Czeka ją 25 km w 57. edycji Ekstremalnego Rajdu na Orientację Harpagan, który odbędzie się w Miastku w dniach 12-14 kwietnia. Na czym polega taki ekstremalny rajd? Agata będzie musiała przemierzyć bardzo zróżnicowane topograficznie i krajobrazowo miejsca na trasie oznaczonej na mapie, poszukując punktów kontrolnych. Wydaje się łatwe, ale epitet „ekstremalny” w nazwie imprezy powinien ukierunkować nasze myślenie i tej imprezie. TRZYMAM KCIUKI! 

 

Marcin Franaszczyk wiosnę wita rodzinnie w stolicy. Zwiedzanie rozpoczął w wraz z Żoną, przemierzając warszawskie ulice w PZU Półmaratonie Warszawskim 31 marca. 21 km pozwoliło na „rzucenie okiem” na miasto. Trasa była urokliwa: start na Nowym Mieście, bieg przez warszawskie mosty: Gdański, Świętokrzyski; potem w kierunku Parku Agrykola i ostatnie kilometry prowadziły Wybrzeżem Kościuszkowskim i Wybrzeżem Gdańskim w kierunku mety zlokalizowanej przy Multimedialnym Parku Fontann. Atrakcyjnie, prawda? Jednak dopiero po biegu rozpoczęło się prawdziwie rodzinne, już z dziećmi, zwiedzanie Warszawy i tego, co oferuje ona nie tylko biegaczom. WIELU WRAŻEŃ!

 

Iza Samson ledwo powróciła na łono ojczyzny z maratonu w Tokio, a już rzuciła się w wir treningów triathlonowych, które jak wiadomo, wymagające są i już! Iza to twarda zawodniczka, ale potrzebuje również relaksu i aktywnego wypoczynku, co potrafi doskonale łączyć z potrzebami treningowymi. Dlatego krótkie wypady turystyczne umie połączyć z optymalnym treningiem. A to sztuka, jakiej warto się nauczyć!!! BRAWO, IZA!

Piotr Biankowski – hmm… my tu o wiośnie, a światowa elita winter swimming, czyli Piotr, najlepiej czuje się w zimnych wodach, czego dowodem jest worek medali przywieziony przez Piotra z dalekiego Murmańska, gdzie odbywały się Mistrzostwa Świata w pływaniu zimowym, in. lodowym. Czyli jakim? A no takim w wodzie o temperaturze poniżej 5 stopni Celsjusza. Nie ma się zatem co dziwić, że jest to jedno z najtrudniejszych wyzwań sportowych dla ludzkiego ciała. Mam wrażenie, że dla Piotra to przysłowiowa „bułka z masłem”, chociaż dla większości z nas pływanie w tak zimniej wodzie wykracza poza wyobraźnię, a  tym bardziej możliwości. Piotr w Murmańsku wywalczył złoto w sztafecie i brąz na dystansie 500 m w stylu dowolnym, ale na laurach nie spoczywa, bowiem triathlon w zanadrzu. Woda może być jednak nieco cieplejsza… J

Michał Rusak wiosennie bawił na nartach, co oznacza nie tylko górską opaleniznę, ale również intensywny czas treningowy w niecodziennych warunkach. Akumulatory naładowane, energia skumulowana – Michał gotów do działania!

 

Wioletta Mączkowska na ostatniej treningowej prostej przez debiutem na półmaratonie w Berlinie. To piękne miasto Wioletta po raz pierwszy obejrzy z perspektywy biegacza, dotychczas, po berlińskim bruku, miała jedynie turystyczne doświadczenia. Na pewno będzie to wyjątkowe wydarzenie dla Wioletty – pierwszy start poza granicami kraju! Moc jest, mobilizacja jest, przygotowanie jest, entuzjazm jest!!! TRZYMAM KCIUKI, WYNIK BĘDZIE!!!

 

 

Edyta Karpiusz zderzyła się z rzeczywistością początkującego biegacza – pierwsze treningi przyczyniły się do szybkiego w miarę spadku wagi, ale od ponad dwóch miesięcy skala na wadze ani drgnie (7 miesięcy minęło od rozpoczęcia przygody z bieganiem). Zmienimy zatem nieco podejście do diety i treningów – trzeba ruszyć z miejsca. Poza tym plany startowe na 10 km: Bieg Papiernika w Kwidzynie, a wcześniej Toruń Run w przyjacielskim duecie z Wiolettą. POWODZENIA DZIEWCZYNY!

 

Agnieszka Sychowska w Hiszpanii walczy z przeciwnościami losu, diagnozami lekarskimi, które nieco pokrzyżowały plany treningowe oraz zmieniły codzienną aktywną rutynę – problemy z barkiem i kolanem zniweczyły treningi wspinaczkowe, nieco przyhamowały biegowe, ale jako że Agnieszka nie wyobraża sobie życia bez sportu, robi, co może, aby te doświadczenia ostatecznie nabrały optymistycznego wymiaru. Niedługo zatem start kontrolny, czyli VI Carrera Solidaria CEU Jesús María. TRZYMAM KCIUKI!

Nasz Team to Ludzie – świetni, zmotywowani, pełni radości. Jednak jak w życiu – zmiany zachodzą również u nas. Niektórzy odchodzą, inni przychodzą… Dziękujemy Patrycji za wspólne treningi, aktywnie spędzony razem czas, wspólne emocje startowe!!! Jeśli Twoje plany któregoś dnia pozwolą na powrót do Athletic Team, pamiętaj, że czekamy na Ciebie, a póki co będzie nam Ciebie brakowało. Jesteśmy Drużyną, gdzie „jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”, zatem – Patrycjo, POWODZENIA!!!

Dla odmiany witamy w Teamie Kamila Szeleżyńskiego, starego, a zarazem nowego członka grupy. Kilkanaście lat temu trenowaliśmy razem, teraz nasze drogi zeszły się ponownie w innych okolicznościach i z bagażem własnych odmiennych doświadczeń. Zapowiada się ciekawie. Ponadto Kamil jest ratownikiem medycznym, co oznacza, że „w razie czego” podczas zajęć mamy i lekarza i ratownika, kontuzje nam niestraszne. Oby ich medyczna pomoc nigdy nie była potrzebna, ale jak wiecie… strzeżonego… Kamilu, WITAM W TEAMIE!

Również słowo powitania kieruję do naszej Trenerki-stażystki, Patrycji Zwolińskiej, która będzie odpowiedzialna za treningi personalne. Mam nadzieję na fantastyczną współpracę. WITAM W TEAMIE!

Kończąc sprawozdanie z naszych przygód treningowo-startowych, wspomnę, że Karol Zalewski, czyli JAtrenuje we własnej osobie, jestem z Was bardzo dumny, cieszą mnie Wasze codzienne treningowe radości, startowe sukcesy, a Wasze zaangażowanie jest dla mnie ogromną mobilizacją do pracy. Jednak nie tylko pracą człowiek żyje, więc nie mogłem odmówić sobie przyjemności biegu przełajowego na 21 km. Festiwal Leśny w Gdyni jest doskonałą okazją do sprawdzenia siebie u progu całego sezonu startowego, jego specyfika i topografia sprawiła, że do dzisiaj czuję, iż biegłem. Z efektem?  Pierwszy w kategorii wiekowej na 21 km. BRAWO JA!

Tokyo Marathon, czyli biegowa przygoda w Japonii

Tokyo Marathon 03.03.2019, czyli relacja niemal LIVE

Po nagłówkowej dacie łatwo wyobrazić sobie, że kurz po maratonie jeszcze nie opadł na egzotycznych ulicach stolicy Japonii, a u nas już relacja z tegorocznego maratonu w Tokyo. I to informacje z tzw. „pierwszej ręki” – od Zawodniczki (podopiecznej JATrenuje) startującej w tegorocznej edycji tego wyjątkowego wydarzenia. Bez wątpienia zaprezentowane poniżej informacje są cennym źródłem logistycznym dla tych, którzy myślą o kolejnych edycjach Tokyo Marathon. Zachęcam do lektury:

Informacje szczegółowe: www.marathon.tokyo/en/

Maraton w Tokio, chociaż organizowany zaledwie od 2007 roku, cieszy się niesłabnącą popularnością. Z tego powodu konieczne jest losowanie i trochę szczęścia. Na bieg w 2019 roku należało się zapisać do 31.08.2018 i cierpliwie czekać na wyniki losowania, gdyż chętnych było 330 271 osób, a miejsc dostępnych jedynie 27 370. Warto dodać, że w sumie w maratonie może uczestniczyć  ponad 37 tysięcy osób, więc pozostałe miejsca są zarezerwowane dla np. uczestników ścieżki charytatywnej. Jeżeli jednak szczęście nam dopisze to dostaniemy maila z prośbą o dokonanie wpłaty zgodnie z instrukcją zawartą w linku. Koszt dla osób spoza Japonii to 12 800 jenów (ok. 440 złotych).

Podróż

Zaskakująco z Gdańska do Tokio nie ma bezpośrednich połączeń… Planując podróż, warto wziąć pod uwagę, gdzie będziemy się przesiadać. Jeżeli będzie to Londyn lub Amsterdam, to do naszej podróży dokładamy kolejnych kilka godzin, jako że najpierw przemieszczamy się na zachód, żeby potem polecieć na wschód. Możliwe rozwiązania z Gdańska to: LOT (z przesiadką w Warszawie), Lufthansa (przesiadka w Monachium bądź Frankfurcie), Air France/KLM (przesiadka w Amsterdamie bądź Paryżu), SAS (przesiadka w Kopenhadze), Finnair (przesiadka w Helsinkach). Ceny oczywiście się wahają, ale można znaleźć bilety za ok 2 tys. złotych. Do Tokio zdarzają się oczywiście perełki i super promocje, ale jeśli szukamy biletów w konkretnym terminie i nie chcemy w podróży spędzić kilkudziesięciu godzin to raczej marne szanse, że z nich skorzystamy.

Moja podróż odbyła się przez Warszawę, co i tak oznaczało, że lot Warszawa-Tokio zajął dziesięć i pół godziny, a cała trasa z Gdańska kilkanaście. Jeżeli planujemy uczestnictwo w maratonie w odległym rejonie świata, to jest jeszcze jeden aspect, na który należy zwrócić uwagę – różnica czasu! Między Gdańskiem a Tokio mówimy o 8 godzinach różnicy, co już niestety zaburza rytm dnia i ma spory wpływ na naszą formę. Obliczono, że organizm jest w stanie dostosować się do nowej strefy czasowej w tempie 60-90 min/dzień, w zależności od kierunku podróży (na zachód czy na wschód). Zatem w naszym przypadku mówimy o co najmniej 8 dniach pobytu przed maratonem. Jednakże pamiętajmy, że Japonia jest krajem zupełnie odmiennym i fascynującym i jeżeli nie będzie to nasz 10. pobyt w tym kraju, to nikt raczej nie będzie spędzał tych 8 dni odpoczywając w hotelu, tylko będzie uprawiał wyczynowe całodzienne zwiedzanie, które też nie jest zalecane przed maratonem. Na szczęście większość z nas nie musi radzić sobie z presją bicia rekordów świata i uczestniczy w takich imprezach głównie dla wspaniałych wspomnień.  Nawet jeżeli popełniamy jakieś błędy logistyczne i płacimy nie bijąc kolejnej życiówki, świat nadal będzie istniał, a nasze przeżycia nie staną się mniej cudowne. Ja wybrałam opcję najbardziej ekstremalną, czyli przylot do Tokio w sobotę poprzedzającą niedzielny maraton. Później przylecieć się nie da, gdyż odbiór pakietów startowych jest możliwy tylko do soboty. Niestety efektem ubocznym było w sumie 5 godzin snu w ciągu 2 dni poprzedzających maraton, a więc deficyt, którego żadne podręczniki nie zalecają.

Noclegi

Baza noclegowa jest spora, rozpiętość cen również. Na www.booking.com każdy powinien znaleźć coś dla siebie. Z rzeczy, na które warto zwrócić uwagę, to wielkość łóżek w Japonii, bo zdarzają się dwuosobowe o szerokości 130 cm. Dodatkowo pamiętajmy, że Tokio to ogromne miasto i czasami za niższą cenę pokoju niestety będziemy musieli wstać o 5 rano, żeby zdążyć na niedzielny start maratonu o 9.10. Nasza lokalizacja hotelu pomiędzy startem a metą okazała się świetnym wyborem i dodatkowo nie zrujnowała budżetu (nieco ponad 400 zł za pokój dwuosobowy za dobę).

Pakiet Startowy

Odbiór pakietów odbywa się na wyspie Odaiba. Należy tam dojechać metrem do przystanku Daiba, a stamtąd wolontariusze i tłumy, podążające w tym samym kierunku co my, wskażą nam drogę. Co ważne, należy pamiętać o zabraniu ze sobą paszportu i wydruku (z detalami dotyczącymi naszej rejestracji), który dostaniemy mailem na kilka dni przed maratonem. Odbierając pakiet startowy dostaniemy również opaskę bezpieczeństwa na rękę, której nie należy zdejmować, ponieważ tylko za jej pomocą dostaniemy się na niedzielny start. Samo Expo jest imponujących rozmiarów, a ruch jest oczywiście tak poprowadzony, że będziemy w stanie obejrzeć wszystkich wystawców. Poza tym warto poświęcić chwilę na zwiedzenie Odaiba – co ciekawe znajduje się tu Statua Wolności, więc zdjęcie z Tokio z tym kultowym nowojorskim monumentem będzie nie lada gratką.

Dojazd na Start

Start zlokalizowany jest w okolicach Tokyo Government Building przy stacji metra Shinjuku. Zatem bez względu na to jaką opcję noclegu wybierzemy, nie powinno być problemu z dojazdem. Zwłaszcza, że mówimy o kraju, w którym firmy publikują oficjalne przeprosiny, jeżeli odjazd pociągu nastąpi o pół minuty za wcześnie. Najłatwiej problem transportu można rozwiązać, instalując aplikację Hyperdia albo Navitime. Dostęp do internetu zapewniamy sobie, kupując jeszcze na lotnisku pakiet z kartą sim np. 7-dniowy bez limitu przesyłania danych (koszt ok 4 900 jenów – 170 złotych). Aplikacja wskaże nam dokładne czasy odjazdu pociągów wraz z ceną biletu. Bilety jednorazowe kupujemy w automatach. Dobrym rozwiązaniem jest również zakup Japan Rail Pass czyli karnetu umożliwiającego przejazdy pociągami należącymi do Japan Rail w okresie 7, 14 bądź 21 dni (http://www.japanrailpass.net/en/about_jrp.html#bm_002). Nie jest to rozwiązanie tanie, ale jeżeli planujemy w czasie swojego pobytu zwiedzić jeszcze inne zakątki Japonii oprócz Tokio, na ogół się opłaca. Dodatkowo posiadając JR Pass, możemy się poruszać pociągami miejskimi, których sieć jest bardzo dobrze rozwinięta, ale tylko tymi należącymi do JR. Linie metra mają innych właścicieli i niestety na takie przejazdy będziemy potrzebowali dodatkowego biletu.

Jak już dojedziemy do stacji Shinjuku, musimy poszukać swojej bramki wejściowej, która jest oznaczona na numerze startowym oraz swojego sektora, o którym informacja również na tym numerze się znajduje. Wolontariuszy, którzy chętnie nam pomogą nie brakuje i do tego doskonale mówią po angielsku, więc nie powinno być problemu, jeżeli zaniedbaliśmy nieco naukę języka japońskiego przed wyjazdem. Jedyne o co musimy zadbać, to odpowiednia ilość czasu. Procedury bezpieczeństwa i dojście na miejsce swojego startu zabierają sporo czasu.

Trasa

W tym roku niestety pogoda nie rozpieszczała biegaczy, gdyż cały dzień padało. Temperatura osiągnęła jedynie 4-5˚C i była to najniższa temperatura w dotychczasowej historii tego maratonu. Dlatego warto biegać na treningach nawet w deszczu! Standardowo, jak na takich dużych imprezach, możemy albo skorzystać z depozytu na ubrania albo wybrać opcję dostania poncza na koniec. Niestety długie oczekiwanie na start sprawia, że którąkolwiek z opcji wybierzemy i tak zmarzniemy i przed deszczem raczej się nie uchronimy. W 2019 r wystartowało 37 604 osób, z czego tylko 7 896  osób było spoza Japonii. Musimy zatem przygotować się na bieg w tłumie, ale organizacja jest bez zarzutu. Trasa jest raczej płaska i biegniemy w otoczeniu najciekawszych miejsc stolicy: Nikombashi, Asakusa Kaminarimon, Ryogoku, Monzen-nakacho, Ginza, Takanawa, Hibiya. Kończymy w okolicy Tokyo Station i znowu jesteśmy niedaleko metra i spokojnie możemy wrócić do hotelu. Na samej trasie nie brakuje punktów odżywczych i toalet, tych drugich wydaje się być nawet więcej niż tych pierwszych, ale i tak przy tych drugich ustawiają się kolejki. Jak już przekroczymy upragnioną linię mety dostajemy medal, paczkę z jedzeniem do szybkiej regeneracji, a następnie ręcznik z logo maratonu. Jeśli dodatkowo wybierzemy opcję ponczo to otulą nas w polar (oczywiście tylko w rozmiarze uniwersalnym) i zarzucą ponczo przeciwdeszczowe, ale przy 5˚C i ciągłym deszczu i tak poczucie przemarznięcia raczej nas nie opuści. Na pewno zaskakuje tu porządek – na całej trasie co kawałek stoją wolontariusze z workami na śmieci i naprawdę niewielu biegaczy wyrzuca zużyte opakowania po żelach i innych produktach energetycznych na ulicę.

Zwiedzanie

W Tokio trudno się nudzić, więc warto zaplanować sobie jeszcze chwilę na zwiedzenie chociażby najważniejszych punktów miasta. W zależności od naszego wytrenowania i tempa regeneracji możemy zacząć tę jakże przyjemną część wyjazdu już w niedzielę po południu. Warto przespacerować się w okolicach Pałacu Cesarskiego czy zobaczyć ogrom ludzi na słynnym skrzyżowaniu w Shibuya. Jeżeli mamy więcej czasu to w Japonii to na pewno nie pożałujemy wycieczki szybkim pociągiem Shinkansen np. do Kioto lub Osaki. Wspinaczka na Fuji raczej odpada ze względu na  pogodę, ale załapiemy się na końcówkę sezonu narciarsko-snowboardowego.

Jedzenie

Japonia to nie tylko sushi. Jeżeli nie jesteśmy fanami surowych ryb, to z głodu nie umrzemy, bo restauracje oferują spory wybór ramen, czyli rosołu, makaronu i innych składników w zależności od regionu, w którym go kosztujemy. Warto również spróbować okonomiyaki czyli placków z różnymi dodatkami, które są pieczone na blasze na środku stołu przy którym siedzimy. Nie brakuje również deserów o wyrazistym, zielonym kolorze, a więc z dodatkiem matchy (zielonej, sproszkowanej herbaty). W większości restauracji menu zawiera dużo zdjęć potraw, więc nawet jeśli personel preferuje konwersacje po japońsku, a nie angielsku, powinniśmy dostać danie, które myślimy, że zamawiamy. I tylko czasami możemy być zmuszeni do zjedzenia potrawy niespodzianki… no chyba, że jednak potrafimy złożyć reklamację po japońsku.

Podsumowując, udział w maratonie w Tokio na pewno będzie przeżyciem o którym szybko nie zapomnimy. Następny już 1 marca 2020 roku. Polecam!

P.S. Dzięki Karol za top przygotowanie!

Pomysłodawcą cyklu jest Karol Zalewski, Właściciel JAtrenuje, Tekst:  Iza Samson

Bardzo dziękuję, Izo, iż tak fantastyczną i pełną użytecznych informacji relacją z Twoich tokijskich doświadczeń zechciałaś się podzielić ze światem biegowym. Byłaś świetna na trasie, a teraz wielce pomocna tym, którzy w przyszłości postanowią wyruszyć w podróż na maraton do dalekiej Japonii. Dziękuję! 

MARATONA INTERNAZIONALE DI ROMA

z  cyklu MARATONY ZAGRANICZNE – DUŻE I MAŁE

XXV MARATONA INTERNAZIONALE DI ROMA

       Data – 7 kwietnia 2019r.                   START i META – via Fori Imperiali  (przy Koloseum)

 Informacje szczegółowe:    www.maratonainternazionaledi roma.it

 Komitet Organizacyjny przyjmuje zgłoszenia do dnia 25 marca 2019r., ale im wcześniej tym jest niższa opłata startowa.

 Zgodnie z zapowiedzią, poniżej przedstawiamy, informacje okołomaratonowe, tj. podróż, noclegi, komunikacja na miejscu, zwiedzanie….

PODRÓŻ

Optymalny okres to 04.04 – 08.04.2019r.

Niestety z Gdańska nie ma bezpośrednich lotów do Rzymu. Można skorzystać z Lufthansy,
z przesiadką w Monachium lub we Frankfurcie. Jest kilka takich połączeń dziennie.

Tanie linie tylko z Warszawy.

RYANAIR       Warszawa Modlin 14.10                    Rzym Ciampino 16.25

                        Rzym Ciampino 18.05                       Warszawa Modlin 20.20

Ale dojazd i powrót z Modlina, chyba tylko własnym samochodem

WIZZAIR        Warszawa Chopin 12.20                   Rzym Fiumicino 14.45

                       Rzym Fiumicino 15.30                       Warszawa Chopin 18.00

Transport z portów lotniczych do dworca kolejowego Termini autobusami Terravision, Atral-Schiaffini, Bus-Shuttle i Cotral, dodatkowo z Fiumicino pociągiem Leonardo Express.

PKP                Gdynia Główna 4.55                          Warszawa Zachodnia 9.14 (TLK)

                                                 5.10                                                               8.43 (EIP)

                       Warszawa Zachodnia 19.06              Gdynia Główna 22.51 (EIP)

                                                              19.13                                       23.20 (TLK)

Warszawa Zachodnia łączy się z Portem Lotniczym Chopina 3 liniami kolejowymi: SKM linie S2 i S3

oraz Koleje Mazowieckie KM

UWAGA!    Dnia 10 marca 2019r. nastąpi zmiana rozkładów jazdy PKP

KOMUNIKACJA w Rzymie www.atac.roma.it . Bilety łączone na metro, autobusy i tramwaje.

Jednorazowy BIT 1,50€ ważny przez 100min. od skasowania, w metrze można zmieniać linię, ale bez wychodzenia przez bramki.

Wieloprzejazdowe: ROMA 24H – 7€, ROMA 48H – 12,50 €, ROMA 72H – 18€, kasuje się raz, przy pierwszym przejeździe.

Bilety można kupić jeszcze na lotnisku, lub na dworcu Termini, a także w kioskach z prasą
i w sklepikach Tabacchi – prasa i papierosy.

Warto również, razem z biletami, kupić bardzo czytelną i pomocną mapę: METRO BUS TRAM TRASPORTI PUBBLICI. Mapa jest kilkujęzyczna.

NOCLEGI

Proponuję w pobliżu dworca Termini, jest tam mnóstwo hoteli, hotelików, pensjonatów i apartamentów na każdą kieszeń. Jest również sporo, mieszkających w Rzymie, Polaków, którzy wynajmują turystom pokoje lub całe mieszkania. Wystarczy wpisać w google: noclegi u Polaków w Rzymie. Moi znajomi mieszkali U EDYTY (w sąsiedztwie Termini) i bardzo sobie chwalili.

Okolice Termini to również centrum całej miejskiej komunikacji oraz zatrzęsienie knajpek, pizzerii, cafeterii – włoskich, chińskich, hinduskich, arabskich etc.; nie da się być głodnym.

DOJAZD NA START

Metro B (niebieskie) z Termini do Colosseo (2 przystanki) – kierunek Laurentina

ZWIEDZANIE                        Rzym jest znakomicie oznakowany.

W dniu przyjazdu. Proponuję „przećwiczyć” dojazd na START maratonu i – przy okazji – rozejrzeć się po Starożytnym Rzymie, bo będzie w zasięgu pieszego spaceru. Na początek Koloseum i Łuk Konstantyna (tylko z zewnątrz), następnie spacer ulicą Fori Imperiali (stojąc przy wyjściu z metra twarzą do Koloseum, należy skręcić w prawo). Po lewej będzie Forum Romanum i Fora Cesarskie, po prawej Forum Trajana, a za nim łukowaty obiekt do Mercati di Trajano – najstarszy na świecie supermarket. Na wprost Kolumna Trajana, a za nią dwa kościoły zwieńczone kopułami. Ten po prawej, pod wezwaniem Najświętszego Imienia Maryi, powstał jako wotum za zwycięstwo polskiego króla Jana III Sobieskiego nad Turkami pod Wiedniem, w 1683r.

Po lewej widać ogromny biały obiekt, to Altare della Patria – Ołtarz Ojczyzny, coś jak nasz Warszawski Grób Nieznanego Żołnierza. Przed nim Piazza Venezia – słynny Plac Wenecki. Obchodząc ten monument traficie na dwa ciągi schodów: lewe, strome i wysokie, prowadzące do kościoła i prawe, płaskie i eleganckie, prowadzące na Kapitol, czyli wzgórze, na którym mieściła się najstarsza siedziba władz Rzymu. Schody, plac i trzy pałace okalające plac, to dzieło Michała Anioła Buonarroti. Z tyłu, za pałacem na wprost, jest punkt widokowy na Forum Romanum i Palatyn.

Schodząc z Kapitolu tymi samymi schodami, wejdźcie w uliczkę na wprost. Za kilka kroków będzie fontanna, a po jej lewej stronie przystanki autobusowe. Linie 40, 64 i H jadą do Termini, gdzie kończą bieg.

W piątek.

  • Watykan – możliwie wcześnie rano Metro A (czerwone) z Termini do Ottaviano– Pietro
    (6 przystanków) – kierunek Battistini. Następnie via Ottaviano trzeba dojść do placu św. Piotra.
    W prawej kolumnadzie są bramki wejściowe do bazyliki.
  • Cupola (kopuła bazyliki) – po zakończeniu zwiedzania bazyliki, w krużganku należy skręcić
    w lewo i, przed sklepem z pamiątkami, jeszcze raz w lewo. Będzie tam kasa, w której można kupić bilety na kopułę. Proponuję po 10€: windą wjazd na dach, a dalej pieszo. Widok z góry, 3600 panorama na Watykan i Rzym, wynagrodzi zmęczenie.

Po wyjściu z bazyliki należy przejść przez plac św. Piotra i wejść w główną ulicą prowadzącą na plac św. Piotra, czyli via Conciliazione. Pójść tą ulicą aż do rzeki Tybr. Przed okrągłym Zamkiem Anioła trzeba skręcić w lewo w piazza Pia i na przystanku wsiąść w autobus 40 i wysiąść na trzecim przystanku, tj. Vittorio Emanuele/Argentina (warto zapytać kierowcę). Z tego przystanku trzeba się cofnąć około 50m, do kościoła, przejść na drugą stronę ulicy i pójść ulicą Corso del Rinascimento. Skręcić w drugą ulicą w lewo. Kilka kroków i wejdziecie na

  • Piazza Navona. W starożytności był tu stadion cesarza Domicjana. Środkowa fontanna, Czterech Rzek, jest arcydziełem Berniniego.

Nacieszywszy oczy, wracacie na Corso del Rinascimento, przechodzicie na jej drugą stronę i idziecie dalej, prosto, pierwszą w lewo, pierwszą w prawo, pierwszą w lewo i pierwszą w prawo (wiem, brzmi to skomplikowanie, bo to jest plątanina starożytnych uliczek, ale na ścianach budynków są tabliczki informacyjne. A z mapką, którą zaproponowałam, to nawet z zamkniętymi oczami da się trafić)
i lądujecie na Piazza della Rotonda, i widzicie

  • Panteon w całej okazałości. Kiedyś świątynia wszystkich bogów, obecnie bazylika Matki Bożej od Męczenników, licząca sobie około 2000 lat. Warto wejść i obejrzeć. Wstęp wolny.

Po wyjściu z Panteonu trzeba iść na wprost do fontanny i na jej wysokości skręt w prawo na via dei Pastini. Prosto tą uliczką aż do piazza di Pietra i dalej w dotychczasowym kierunku przez via di Pietra do skrzyżowania z dużą ulicą via del Corso. Trzeba przejść na drugą stronę i wejść w via delle Murattte, która prowadzi do

  • Fontana di Trevi, czyli kolejna rzymska hiper atrakcja. Nasyćcie oczy, wrzućcie pieniążek, zjedzcie lody w Melograno (po lewej, stojąc na wprost fontanny) i ruszcie dalej.

Należy obejść fontannę mając ją po lewej ręce i wejść na via della Stamperia, która ukośnie dochodzi do większej ulicy via del Tritone. Przechodzicie na drugą stronę i skręcając w prawo idziecie via del Tritone do najbliższego skrzyżowania (ze światłami). Teraz ostry zakręt w lewo w via dei Due Macelli (w tym miejscu odchodzą w lewo dwie ulice, trzeba wejść w tę pierwszą)

Tą ulicą dochodzicie do Piazza di Spagna (plac hiszpański).

Na początku jest kolumna Maryi Niepokalanej, a nieco dalej Fontana Barcaccia (barka), a po prawej

  • Schody Hiszpańskie. ich prawdziwa nazwa to Scalinata di Trinita dei Monti, czyli schody do św. Trójcy na wzgórzu, bo faktycznie zostały zbudowane jako wejście, do widocznego na górnym tarasie, kościoła św. Trójcy. Nie wolno na nich jeść ani pić.

Po nacieszeniu się schodami możecie pójść dalej, do końca Piazza Spagna i skręcić
w lewo w via della Croce. Przy tej uliczce, po prawej stronie, zaraz za pierwszą przecznicą jest cukiernia POMPI TIRAMISU. Malutka, niepozorna, bez stolików do konsumpcji na miejscu. Ale tytułowe Tiramisu, w różnych smakach mają przepyszne. Sprzedają w pudełkach, z łyżeczką. Jada się na ulicy, bo poza lodówką mogą być perzechowywane tylko przez 20 minut. Polecam, jadłam truskawkowe.

Proponuję powrót na Plac Hiszpański i do wyraźnie oznakowanej stacji metra Spagna. Metro A (czerwone) ze Spagna do Termini – kierunek Anagnina.

Jeżeli będziecie mieli jeszcze dość sił i nie będzie zbyt późno, możecie skręcić w via Gioberti (prostopadła do Termini, vis a vis wejścia na dworzec) przejść nią około 100m i znajdziecie się na placu przed bazyliką

  • Santa Maria Maggiore. To kolejna bazylika papieska. W Rzymie są cztery bazyliki papieskie, tzw. większe. Rano byliście w bazylice św. Piotra. Dzień możecie zamknąć, odwiedzając bazylikę Matki Bożej Większej.

WAŻNE!

  • W Rzymie pije się wodę z fontann, są odrębne kraniki do napełniania butelek, a również w wielu miejscach na ulicach są punkty poboru wody. To jest zdrowa, czysta, zimna, górska woda.
  • Kierowcy autobusów zatrzymują się na przystankach tylko wtedy, kiedy ktoś chce wsiąść i stojąc na przystanku macha ręką, lub chce wysiąść i naciska specjalny przycisk w pojeździe (zaraz po ruszeniu z poprzedniego przystanku)
  • Z toalet można bezpłatnie korzystać we wszystkich lokalach, bez konieczności konsumowania czegokolwiek.

Dla osób wierzących. W pobliżu Termini znajduje się kilka kościołów. W soboty o godz. 18.00 jest Msza św. w bazylikach Santa Maria Maggiore, Santa Prassede i Sacro Coure, a o godz. 18.30
w kościele Sant’Alfonso De Liguori.

DLA AMATORÓW ŁĄCZENIA BIEGANIA ZE ZWIEDZANIEM

Jeśli macie ochotę zostać w Rzymie trochę dłużej, mamy następującą propozycję:

Przede wszystkim proponuję zabrać ze sobą jakiś przewodnik.

MUZEA

  • Watykańskie, ogromne zbiory dzieł sztuki od najstarszych do współczesnych, w tym Pinakoteka, Stanze Rafaela i – crème de la crème – Kaplica Sykstyńska

Muzea są czynne od poniedziałku do soboty w godzinach 9.00 – 18.00 (ostatnie wejście 16.00)

Bilet kosztuje 17€, studenci z ważną legitymacją, w wieku do 25 lat, 8€.

Dojeżdża się i idzie tak jak do Watykanu, ale po dojściu do murów otaczających Watykan, należy skręcić w prawo i iść wzdłuż murów.

  • Kapitolińskie, najstarsze publiczne muzeum świata, od 1471r., zawierające, m.in., duży zbiór rzeźb antycznych, warte obejrzenia.

Muzeum czynne codziennie w godzinach 9.30 – 19.30. Bilet kosztuje 11,50€, młodzież do 25 roku życia – 9,50€. Dojeżdża się z Termini autobusami 40 i 64 do Piazza Venezia.

  • Koloseum, Forum Romanum i Palatyn, najbardziej znane i największe odkryte zabytki starożytnoś Koloseum – amfiteatr, Forum Romanum – główny polityczny, religijny i towarzyski ośrodek starożytnegoRzymu, Palatyn – miejsce najstarszej osady, początki Rzymu, później wzgórze z pałacami bogaczy i świątyniami. Warto to zobaczyć, rozmiar i rozmach robią wrażenie.

Muzeum czynne codziennie w godzinach 8.30 – 19.15 (ostatnie wejście 18.15). Bilet jest łączony
i kosztuje 12€, młodzież 18-25 lat, 7,50€. Dojeżdża się z Termini metrem B do Colosseo.

Są dwie kolejki: do kas i do bramek z wykrywaczem metali. Trochę to trwa. Warto kupić w kasie również audioguide, jest po polsku, czyta Andrzej Seweryn.

ATRAKCJE

  • Rome by night – Rzym żyje do około północy. Niektóre miejsca, w nocnej szacie wyglądają przepięknie. Polecam Piazza Navona, gdzie odbywają się występy różnych ulicznych artystów. Plac jest duży, więc i artystów wielu równocześnie. Przy Termini (na via Giolitti) jest przystanek autobusu 70, którym można dojechać do Corso Rinascimento, a stąd już tylko kilka kroków do Navona.

Można sobie w nocnej scenerii powtórzyć wycieczkę z piątku, tj. Piazza Navona, Pantheon, Fontana di Trevi, Piazza Spagna.

  • Tivoli – miasteczko w górach, gdzie pozyskuje się „rzymski marmur”, czyli trawertyn. W samym centrum jest Villa d’Este. W jej ogromnym tarasowo położonym ogrodzie znajduje się kilkaset czynnych fontann, jest to jeden z najstarszych, tzw. ogrodów cudów w Europie, wpisany na listę dziedzictwa kulturowego UNESCO. Jest co podziwiać. Obiekt jest czynny codziennie w godzinach 8.30 – 19.15. Bilet kosztuje 8€, młodzież 18-25 lat, 4€.

Podróż do Tivoli zajmie około 2 godzin: metro B (niebieskie) z Termini do Ponte Mammolo, kierunek Rebibbia. Na Ponte Mammolo jest stacja autobusów Cotral i kasa biletowa. Autobusy jeżdżą co 15-30 minut, bilet kosztuje około 2€ i trzeba dojechać do przystanku Tivoli/Villa d’Este (warto upewnić się u kierowcy). Podróż trwa około 1,5h.

 JEDZENIE

W Rzymie najlepsza i najtańsza jest pizza, a pizzerii zatrzęsienie. Warto wejść do takiej, gdzie pizzę pieką na miejscu, na dużych blachach i sprzedają na wagę. Obsługa kroi nożyczkami tyle, ile klient sobie życzy.

I, oczywiście, lody. Gelaterii jest w Rzymie, chyba, tak samo dużo jak pizzerii. Polecam – w pobliżu Watykanu – Gelateria Lemongrass, przy stacji metra Ottaviano-S. Pietro i, druga, przy via Ottaviano oraz – w pobliżu dworca Termini, przy via Principe Eugenio – Gelateria Fassi.

tiramisu, niedaleko Piazza Spagna, pisałam wcześniej.

ZAKUPY

Rzym słynie z dobrych ciuchów, butów, torebek, etc. Mnóstwo sklepów, w tym bardzo drogich, markowych, znajduje się w najbliższej okolicy Piazza Spagna, na sąsiadujących uliczkach. Także na obszarze pomiędzy Fontana di Trevi i Piazza Spagna. Przy Largo Chigi jest galeria handlowa Alberto Sordi, a przy via del Tritone – luksusowy dom towarowy Rinascente Roma.

UDANEGO POBYTU I ZNAKOMITEGO WYNIKU SPORTOWEGO!

Informacje szczegółowe, zawarte w tekście powyżej, są zaktualizowane na dzień jego sporządzenia, tj. 10 lutego 2019r.

 Pomysłodawcą cyklu jest Karol Zalewski, Właściciel JAtrenuje, Tekst:  Małgorzata Zalewska

Biegowe przygody Teamowe

Trójmiejski Ultra Trail 2019

Jesteśmy Teamem – Drużyną tych, dla których codzienna dawka czystej przyjemności w postaci aktywności fizycznej jest na stałe wpisana do rozkładu dnia. 

Każdy z nas trenuje we własnym rytmie, każdy z nas wyznacza sobie inne cele, znajduje spełnienie w nieco odmiennym kalendarzu startów i treningów. Jedno nas jednak łączy – pasja i radość z uprawiania sportu. Jako Trener czuwam, aby Wasze marzenia, czyli moich fantastycznych Podopiecznych, stały się rzeczywistością, aby odpowiednio traktowane ciało i duch odwdzięczyły się sprawnością i zdrowiem.

Poza tym dzielę z Wami emocje startów i przygotowań, rozpiera mnie duma, gdy dajecie radę i mobilizuje każde Wasze doświadczenie w pracy nad osiąganiem przez Was kolejnych celów. Zatem ostatnie dni były również pełne emocji, rozpoczynających się startów i przede wszystkich dobrej zabawy. Oto nasze ostatnie przygody:

IZA

Czytaliście już nasz artykuł z cyklu Maratony zagraniczne duże i małe? Doskonale wpisuje się w jego stylistykę najbliższy start Izy, bowiem już za kilka dni, stanie do rywalizacji w maratonie w TOKYO. Wyobrażacie sobie ? Maraton w TOKYO! Tak jak genialna jest to impreza, tak samo entuzjastycznie i z przytupem przebiegają moje z Izą treningi. Łatwo nie jest, ale kto mówił, że będzie… ale na pewno jest efektywnie. Efektownie za to będzie w samym Tokyo i to ze względu na wynik i same okoliczności biegu. Założenie – poprawić poprzedni wynik o 2, 3 minuty. Poza tym Iza przekroczyła Rubikon – rozpoczęła treningi pływackie, przed którymi broniła się jeszcze do niedawna. A to o tyle istotne, że to prolog do startów w triathlonie, które pojawiły się w kalendarz startowym Izy na drugą część sezonu.

WIOLETTA

Kolejny biegowy szlif za chwilę – start Wioletty w półmaratonie berlińskim. Przygotowania idą całą parą. Wioletta daje z siebie wszystko, aby w Berlinie złamać granicę dwóch godzin. Mam nadzieję, że pechowa infekcja z ostatnich dni nie wpłynie w żaden sposób na uzyskanie zamierzonego celu. Jedno już to choróbsko Wiolecie zepsuło – fantastycznie zapowiadający się wyjazd na narty we włoskie Dolomity. Gorączka nie pozwoliła na  realizowanie wszystkich planów związanych z szusowaniem na górskich stokach. Jednakże na pewno mentalnie pozwoliła Wioletcie zrelaksować się i na kilka tygodni przed startem w Berlinie odetchnąć włoskim powietrzem.

 

 

KAROLINA

Hu, hu, ha – nasza zima zła! Nasza może i zła, ale szwedzka z mocno ujemnymi temperaturami, jeziorami skutymi grubą warstwą lodu i śniegiem po pas to sceneria doskonała dla Karoliny, która zmierzyła się z takimi warunkami podczas biegu nocnego na 5 km. Wyobrazić sobie można, iż nie jest łatwo biec, utrzymując tempo, po lodzie, gdy desperacko walczy się o przyczepność. Nie łatwo jest też po śniegu, w którym brnie się jak w czasie arktycznej wyprawy. Ponadto świetny debiut Karoliny w Trójmiejskim Ultra Trail w biegu Gruba 15 zakończył się 9. miejscem w kategorii open kobiet. Karolinie coraz bardziej podobają się leśne biegi, więc może ten nadchodzący sezon będzie bardziej leśny niż poprzedni??? Wypatrujcie zatem Karoliny na leśnych ścieżkach zawodów biegowych.

PATRYCJA

Dwa tygodnie bez treningów i… Dubaj. 10 km w 26 stopniach i sporej wilgotności. Łatwo zatem nie było, ale 51:39 to drugi wynik Patrycji w życiu. Można? Można! Potwierdzeniem formy jest również oficjalna życiówka w Biegu Urodzinowym Gdyni – 49 minut (nieoficjalnie był już życiowy rekord, ale jak się zapomina chipa na start, trudno o potwierdzone rekordy). Tak czy inaczej Patrycja przygotowuje się do ONICO ze świadomością, że można zrobić wynik i poczuć się lepiej, ale bez treningów jednak obejść się nie można. Poza tym Patrycja dzielnie szlifuje technikę pływania, bowiem nadchodzący sezon to kontynuacja startów triathlonowych. Pomysły kiełkują, pomogę im rozkwitnąć.

  

AGATA

Rozpoczęliśmy wspólne treningi kilka tygodni temu, najważniejsze, że Agata  zaakceptowała moją treningową wizję łączenia kilku dyscyplin sportowych w ramach treningów przygotowujących do startów w biegach. Zaufanie przyniosło pozytywny efekt, bowiem porównując wynik Agaty na 10 km z listopada 2018 r. z tym , jaki „wybiegała” w czasie startu w Biegu Urodzinowym Gdyni 17 lutego br., różnica jest widoczna. Złamanie 1 godziny, czyli bariery dotychczas nie do  pokonania, jest lutowym sukcesem Agaty.  Czekam na kolejne fantastyczne starty i treningi, wyznaczając nowe cele na zbliżający się sezon.

EDYTA

PKO Grand Prix Bieg Urodzinowy Gdyni

Jeszcze pół roku temu Edyta nie była w stanie podbiec do autobusu, tak przynajmniej twierdzi. W lutym zmierzyła się z 10 kilometrowym Urodzinowym Biegiem Gdyni. Dała radę, przebiegła, cel osiągnęła, chociaż zdziwiona, że naprawdę się udało. Nie wierzyła, że zdobędzie swój kolejny Everest, a zrobiła to i to z uśmiechem. Okazuje się, że można  zacząć przygodę z bieganiem w każdym momencie, wystarczy chęć zmieniania własnej rzeczywistości. A Edyta zmieniła nie tylko nicnierobienie na bieganie, ale również w sposób znaczący wskaźnik na wadze. Przy okazji nieco „samochwałki” – uznała mnie za ‘cudotwórcę’…  Przy czym cuda tworzycie Wy, ja daję ku temu narzędzia i możliwości. fot. www.gdyniasport.pl

AGNIESZKA 

W ostatnim czasie do Teamu dołączyła Agnieszka., która co prawda mieszka w pięknej Hiszpanii, ale w dobie Internetu treningi online są doskonałą alternatywą dla tradycyjnych form kontaktów treningowych. Agnieszka na co dzień uprawia wspinaczkę, ale od dawna marzyła o bieganiu. Zatem rozpoczynam z Nią przygodę z bieganiem. W Hiszpanii. Wirtualnie. Za chwilę już pierwsze testy na 5 km, wyników jeszcze więc nie znam, ale na pewno już wiem, że bieganie zaczyna sprawiać Agnieszce wielką frajdę. Z moją hiszpańską Podopieczną łączy się jeszcze jedna historia – zmaterializowały się dzięki Niej moje plany nauki angielskiego, bowiem ja dzielę się swoją wiedzą sportową, Agnieszka w zamian ma pod opieką ucznia, Karola. Perfect! 

KONRAD

Nasz teamowy Ultramaratończyk nie odpuszcza. Nic Go nie jest w stanie zatrzymać – wiatr, deszcz, śnieg, mróz, czy błoto są tylko dodatkową atrakcją. Tak wynika z moich obserwacji, podczas naszych wspólnych biegów, Konrad wykazuje hart ducha prawdziwego crossowca – im gorzej (w znaczeniu trudniej) tym lepiej. Ot, taki paradoks. Ostatnie wyczyny Konrada-Wyczynowca to udział w Trójmiejskim Ultra Trail na 68 km. Wynik uznać należy za doskonałą prognozę na starty po leśnych ostępach. I chociaż nie obyło się bez drobnych błędów, to start należy uznać za bardzo udany i dał pozytywny impuls do kolejnych zmagań z terenem, czasem i trasą.

 PIOTR

Mistrzowie
są wśród nas! Piotr doskonale wpisuje się w tytuł Mistrza w dyscyplinach pływackich, celuje w pływaniu na otwartych wodach, a sezon zimowy nie stanowi dla Piotra żadnej przeszkody. Ponadto w zawodach pływackich MASTERS w Rumi Piotr nie zaskoczył i zajął 1. miejsce na dystansie 400 m i 800 m. Brawo TY!

  

 MICHAŁ

Michał świętował urodziny Gdyni w biegu zorganizowanym w ramach PKO Grand Prix Gdyni. Tym razem pobiegł jako pacemaker kolegi. Super są takie starty. Doświadczenie Michała zmotywowało i poniosło. Dla Michała treningowo, przedstartowo.

 

 

Nasz Teamowy Trener, MACIEJ, szlifuje talenty na obozie kadry lekkoatletycznej (PZLA). Natomiast Trener Ziemowit ferie spędza na wspinaniu się i bieganiu po górach w okolicach Alicante. Pozazdrościć…

 

 

 

 

KAROL, czyli JAtrenuje

zawody pływackie MASTERS

Oj, trenuję ja, trenuję. Codziennie z moimi Podopiecznymi przemierzam zimowe szlaki okolic Rumi, weekendowo Teamowo wspólnie biegamy po ostępach nadmorskich lasów i klifów, a od czasu do czasu ramię w ramię stajemy w szranki sportowe.  I tak Gruba 15 w TUT dała mi 4. miejsce, które jest zazwyczaj rozczarowujące, ale w tym przypadku sami przyznacie, że mam być z czego zadowolony. Wynika to z faktu, że ścigałem się z młodzieżą i czułem się początkowo nieco tym faktem skonsternowany. Jednak mimo, że wiekowo zupełny dysonans, to wynik zacny.

Rzuciłem też rękawicę zimnej wodzie – podjąłem próbę treningową na otwartych wodach w lutym z Piotrem. Cóż o tym napisać? Żyję.

Jednak na szczęście mogę pochwalić się wynikiem na 800 m w zawodach pływackich Masters organizowanych przez MOSiRTRI TEAM Rumia – 3 miejsce! O tak, to sukces, bowiem ze względu na przyspieszenie startów w czasie zawodów, spóźniłem się i puścili mnie z najlepszymi.  

I tak wyglądały nasze ostatnie dni w Athletic Team. Pierwsze starty zapowiadają ciekawy sezon. Ci wszyscy, którzy w niniejszym artykule nie zostali wymienieni, dzielnie trenują do sezonu i czekają na pierwsze tegoroczne starty. Jesteście fantastyczni!

Zatem mam wiele powodów do radości, ale przede wszystkim to osiągnięcia moich Podopiecznych dodają mi skrzydeł. Lecimy!

Virgin Money London Marathon

London Marathon

Z cyklu MARATONY ZAGRANICZNE – DUŻE I MAŁE

VIRGIN MONEY LONDON MARATHON

Największe coroczne wydarzenie charytatywne na świecie, niesie pomoc dzieciom z chorobami nowotworowymi – jak głosi strona internetowa maratonu.

Data – 28 kwietnia 2019r.           START – Greenwich Park             FINISH – St. James’s Park

Informacje szczegółowe:      www.virginmoneylondonmarathon.com       www.festiwalbiegowy.pl

Zgodnie z zapowiedzią, przedstawiamy poniżej informacje okołomaratonowe, tj.  dotyczące podróży, noclegów, komunikacji na miejscu, propozycji planu zwiedzania*.

PODRÓŻ       Ze względu na niepewną sytuację związaną z Brexitem, warto zabrać ze sobą paszport jako główny dokument tożsamości.

Optymalny czas to wyjazd w czwartek 25.04.2019 r., powrót 29.04.2019 r.

Wariantów może być kilka, ja zaproponuję opcję, moim zdaniem, najkorzystniejszą organizacyjnie. Oczywiście w miarę własnych upodobań możesz swój city break wydłużyć o kilka dni i zwiedzić co nie co więcej.

Ryanair

Gdańsk  9.30 – London Stansted 10.45

Powrót – London Stansted 18.50 – Gdańsk 22.00

U tanich przewoźników ceny są zmienne, trzeba śledzić samodzielnie i skorzystać z promocji.

National Express autobus A8

Airport Stansted 11.20 – Liverpool Street Station 12.30 (to nie jest stacja końcowa); Kursuje co 30 min, £10 za osobę

Central line (czerwona) z Liverpool Street Underground Station do Bank DLR Station
(1 przystanek)

Kolej DLR z Bank DLR Station do Greenwich DLR Station (11 przystanków, 21 min.)

Kursują często, bilet £2,40

Droga powrotna do Stansted – jw. w odwróconej kolejności

NOCLEGI    Najkorzystniejsza opcja to hotel w dzielnicy Greenwich, w pobliżu Parku z miejscem startu maratonu.

Zatem, w dniu przylotu do Londynu, nieco skomplikowany dojazd do Greenwich, ale później będzie już z górki.

W dzielnicy Greenwich na terenie na zachód i północ od Parku Greenwich jest całkiem sporo hoteli od dwugwiazdkowych do czterogwiazdkowych, czyli można znaleźć nocleg w cenie 200 – 400 zł za noc w pokoju dwuosobowym, oczywiście rezerwując hotel z dużym wyprzedzeniem. W okresie tegorocznego maratonu wolnych noclegów jest już niewiele.

Niemal wszystkie hotele są rozmieszczone wzdłuż przebiegu Greenwich High Road (droga A206) i przy ulicach do niej dochodzących.

Ponadto w dzielnicy jest sporo lokali gastronomicznych, gdzie można się posilić. Są również sklepy z artykułami spożywczymi, ale nie ma ich zbyt wiele.

DOJAZD NA START 

Autobusem – Park, w jego południowej części, przecina w poprzek Blackheath Hill, która na terenie Parku zmienia nazwę na Shooters Hill Rd (droga A2). Na tej drodze będzie ustawiona linia startu maratonu. I tą drogą kursują dwie linie autobusowe, nr 53 i nr 386, z przystankiem w samym Parku:

Autobus 53 – trasa z centrum Londynu do Parku i dalej w kierunku wschodnim, ulicą Blackheath Hill (droga A2)

Autobus 386 – trasa okrążająca Park: na północy ze wschodu na zachód, następnie na południe i łączy się z trasą autobusu 53 w kierunku wschodnim, tj. ulice: Romney Rd, Nelson Rd, Greenwich Hight Rd, Greenwich S St i Blackheath Hill

Piechotą – w zależności od położenia hotelu, można zrobić sobie przed zawodami przebieżkę – rozgrzewkę.

ZWIEDZANIE        

Przy okazji pobytu w Londynie warto chociaż „liznąć” atrakcji turystycznych.

W dniu przyjazdu proponuję Park Greenwich, gdzie będzie START Maratonu. W Parku warte obejrzenia obiekty to Royal Obserwatory Greenwich – Królewskie Obserwatorium Astronomiczne i cały kompleks obiektów związanych z faktem, że przez Greenwich przebiega Prime Meridian – POŁUDNIK ZERO. Na prawo od niego (stojąc twarzą w kierunku północnym) mamy szerokość geograficzną wschodnią, a na lewo zachodnią. Jest to również zerowa strefa czasowa, na wschód od niej godzin przybywa, a na zachód – ubywa. Oczywiście to wszystko jest umowne, ale wedle tej umowy ustalany jest czas na całym świecie oraz położenie obiektów stałych i ruchomych, jak statki i samoloty.

W Parku jest również One Tree Hill Vista Point, miejsce z panoramicznym widokiem na Londyn.

Niedaleko Parku, przy Tamizie, wystawiony jest Cutty Sark – słynny żaglowiec, kliper, w swoim czasie najszybszy na świecie. Woził herbatę z Indii do Anglii. Jest pięknie oświetlony w nocy.

W piątek, po śniadaniu, proponuję pojechać autobusem 53 z ulicy Blackheath Hill w kierunku centrum Londynu. Warto wysiąść na ostatnim przystanku przed Tamizą i pokonać rzekę, przechodząc Westminster Bridge, mając na wprost wieżę zegarową Big Ben, a po lewej od niej, nad Tamizą, kompleks zabudowań Parlamentu brytyjskiego.

Zaraz za Parlamentem, przy Victoria St, jest Westminster Abbey – Opactwo Westministerskie, czyli siedziba władz, centrum duchowości i główna katedra Kościoła Anglikańskiego (taki anglikański Watykan, tyle, że „papieżem” jest królowa). Katedra przepiękna, bogata, odbywają się w niej m.in. śluby królewskie. Z całą pewnością warto ją obejrzeć.

Po powrocie na Victoria St, proponuję pójść w lewo. Za około 500m pojawią się wysokie przeszklone budynki z markowymi sklepami, po lewej stronie w zwartej zabudowie zobaczysz plac (McDonald’s na rogu), w głębi którego stoi najważniejsza katolicka katedra Londynu. Nazywa się Westminster Cathedral. Zupełnie inny styl budowli, a także wnętrza w porównaniu z Westminster Abbey. Niewątpliwie godna obejrzenia.

Po powrocie na Victoria St, około 20m w prawo i w lewo w przecznicę po drugiej stronie ulicy – Palace St, która prowadzi lekkim łukiem w lewo i dochodzi do Buckingham Gate. Stamtąd już tylko kilka kroków w prawo do placu przed Buckingham Palace, czyli siedziby Królowej Brytyjskiej Elżbiety II. Vis a vis Pałacu, po prawej stronie, znajduje się St James’s Park, w którym będzie META Maratonu. Ulica  Birdcage Walk biegnie wzdłuż Parku (Park jest po lewej stronie) i na jego końcu zmienia nazwę na Great George St, która prowadzi do skrzyżowania z Parliament St. I dalej w kierunku Tamizy.

Tutaj już widać koniec wycieczki, czyli Big Ben i Westminster Bridge, z drugiej strony. Koło się zamknęło.

Trzeba wejść w lewo w Parliament St i zaraz będzie przystanek powrotny autobusu 53.

Oczywiście należy cały czas pamiętać, że z Wielkiej Brytanii ruch kołowy jest lewostronny.

MUST SEE&HAVE LIST – wybór wielce subiektywny

Must See wśród muzeów:

Muzeum Historii Naturalnej

Dni i godziny otwarcia: Codziennie 10:00 – 17:50 (za wyjątkiem 24, 25, 26 grudnia)

Tate Modern

Dni i godziny otwarcia: Codziennie 10:00 – 18:00, piątek, sobota 10:00 – 22:00 (za wyjątkiem 24, 25, 26 grudnia)

British Muzeum

Dni i godziny otwarcia: Codziennie 10:00 – 17:30, w piątki do 20:30 (za wyjątkiem 24, 25, 26 grudnia)

Must Have wśród dań

Koniecznie musisz spróbować tradycyjnego angielskiego śniadania. Co powiesz na soczyste plastry bekonu, smażone jajka, parówki, fasolkę, tosty z masłem i dżemem? Taka dawka kalorii i energii da siły na cały dzień zwiedzania.

Londyn to metropolia multikulturowa obfitująca w smaki całego świata, dlatego właśnie tutaj możesz zjeść dania takiej kuchni, jaką sobie wymarzysz! Dania azjatyckie, włoskie, greckie, libańskie, rosyjskie, brazylijskie – do wyboru do koloru.

Kultura lunch’owa w Londynie to tradycyjna codzienność, dlatego w większości restauracji możesz znaleźć nie tylko ciekawe oferty lunchowe w godzinach 12:00 – 16:00 ale również…tłumy głodnych Londyńczyków 🙂

Must See życia nocnego

Życie w Londynie kwitnie 24 godziny na dobe 7 dni w tygodniu, jednak to właśnie wieczory odmieniają to miasto. Proponuję Tobie wizytę w The Sherlock Holmes (adres: 10 Northumberland St, London WC2N 5DB) – tradycyjnym, angielskim barze. W tym miejscu znajdziesz rekonstrukcję pomieszczenia, w którym pracował Holmes z Watson’em. Skusisz się na odkrycie?

Zakupowe Must Have

Londyn słynie z zakupów. Nawet istnieje coś co możemy nazwać turystyką zakupową. Coraz powszechniejszym zjawiskiem jest wyjazd do Londynu w godzinach porannych i powrót wieczorem – z całą torbą zakupów. Jeżeli interesują Cię sklepy lub kolekcje, których nie znajdziesz w Polsce warto swoją przygodę z shoppingiem rozpocząć na Oxford Street. Aby się tam dostać, należy wysiąć na przystanku metro Oxford Circus.

Jak poruszać się po Londynie?

Najszybszą formą komunikacji jest oczywiście metro. Szczegółowe informacje dotyczące cen możesz sprawdzić tutaj https://www.londontoolkit.com/briefing/underground.htm

Warto mieć przy sobie mapę Londynu, papierową lub w smartfonie, ewentualnie GPS.

Dla osób wierzących: przy ulicy Crooms Hill 68 znajduje się kościół rzymsko-katolicki pod wezwaniem Maryi Gwiazdy Morza – Our Ladye Star of the Sea. W soboty o godz. 18.00 odprawiana jest Msza św., która może być traktowana jako Msza niedzielna.

Ulica Crooms Hill biegnie wzdłuż zachodniej granicy (ogrodzenia) Parku Greenwich, kościół z białego kamienia z wysoką wieżą jest z daleka widoczny.

Dziękuję za uwagę, mam nadzieję, że informacje okażą się przydatne w planowaniu startu w maratonie londyńskim.

Pomysłodawcą cyklu artykułów jest Karol Zalewski – właściciel JaTrenuje

Tekst powstał przy współpracy:

Małgorzata Zalewska
Dorota Wyganowska

* Proszę o weryfikację, bowiem informacje udostępnione w artykule  mają charakter poglądowy. Twórcy nie biorą odpowiedzialności za ewentualne zmiany czy nieprawidłowość informacji, które nie są zależne od twórców artykułu.

Maratony zagraniczne – duże i małe

maratony zagraniczne

Inaugurujemy na stronce cykl, który zatytułowaliśmy: MARATONY ZAGRANICZNE – DUŻE I MAŁE

Chcemy w ten sposób ułatwić decyzję o uczestnictwie, podpowiadając, jak organizacyjnie na wyjazd na taki maraton się przygotować.

Informacje merytoryczne, takie jak:

  • termin zawodów;
  • formalności i termin zgłoszenia chęci udziału;
  • wpisowe – ile, kiedy i jak uiścić;
  • adres biura zawodów – pakiety startowe;
  • trasa biegu, etc, etc.

każdy z uczestników znajdzie na stronie internetowej danego maratonu.

My z kolei spróbujemy przygotować podpowiedzi w następujących tematach:

  • wiza i inne formalności przed wyjazdem do danego kraju;
  • transport – jak najłatwiej się do konkretnej miejscowości dostać;
  • noclegi – postaramy się zasugerować, jakiego budżetu wymagają planowane noclegi oraz gdzie najlepiej się zatrzymać, żeby łatwo było się dostać na start/metę;
  • start – jak dotrzeć do miejsca startu zawodów i jak powrócić do hotelu, najczęściej linie startu i mety maratonu są w tym samym miejscu; jeżeli jest inaczej, prawdopodobnie organizator zawodów zapewnia zawodnikom powrót do miejsca startu, gdzie zostały zdeponowane ich rzeczy;
  • maraton i co ponad – co przy okazji 2-4 dniowego pobytu obejrzeć lub zwiedzić, aby wyjazd na maraton wzbogacić pogłębieniem wiedzy o danym miejscu;
  • orientacyjny koszt takiego przedsięwzięcia.

Oczywiście wszystkie te informacje będą aktualne w chwili ich przygotowania, która każdorazowo będzie wyraźnie zaznaczona na końcu tekstu. Zatem każdy przed podjęciem decyzji będzie musiał zweryfikować, czy inflacja nie zmieniła  w sposób znaczący prognozowanego budżetu, a hotele nadal mają atrakcyjną ofertę. Jednak dzięki zawartym w tekście podpowiedziom nie powinno to być  zbyt czasochłonne. Dodatkowo chętnie odpowiemy na inne pytania związane z podmiotowym maratonem.

Autor: Małgorzata Zalewska we współpracy z Izabela Samson